Końcu świata, chociaż ty się postaraj!
W tym całym 2011 najlepsze jest to, że się wreszcie skończył. Muszę przyznać, że na skali złych lat jest wysoko w czołówce. Chwilowo nie mogę zdecydować się, czy przegania momenty depresyjne, bo tak jakby miałam czas na przemyślenie pewnych spraw i odrobinę lepiej radzę sobie z życiem niż wtedy, ale nawet jeśli nie było aż tak źle, to naprawdę blisko. Praca, mieszkanie, potem ten cholerny mnich w Tajlandii... Tak, byłam w Tajlandii. Byłam też w Malezji i Singapurze. I w Kijowie, ale to akurat bardzo chciałabym wyprzeć. Wyjazd był rewelacyjny, takie przecież były założenia, ale niestety nie równoważy tych wszystkich innych rzeczy... W dniu mojego powrotu umarł Potwór. I nie umiem być twarda, będę z tego powodu ryczeć. Pewnie też dlatego, że niecałe dwa miesiące później umarła mi na rękach - dosłownie - Zuzanna. I mam gdzieś, nie umiem sobie przetłumaczyć, że to TYLKO kotki. To były moje kotki i byłam za nie odpowiedzialna. Więc nie umiem nie chlipać. Do tego praca daje mi popalić i przysparza o zmartwienie, które promieniuje mi na plany na najbliższe kilka miesięcy. Niby staram się nie martwić za bardzo, bo już dawno bym oszalała, załamała albo zapiła, ale mimo wszystko ten wiecznie wiszący mi za głową cień ciąży. Żeby tego było mało pozwoliłam sobie dać się rozszarpać od środka i trochę nie wiem jak sobie z tym poradzić, bo akurat najprostsze rozwiązanie jest wyjątkowo złym.
Więc słabo.
A pomysł na 2012? Przetrwać jakoś luty. W marcu praca MUSI się ogarnąć. Na początku kwietnia - wielkanoc, czyli wiadomo, że W Radości i z Bliskimi. Potem długi weekend w NY. O ile praca pozwoli... Potem czerwiec i belle. Z Meg już wiemy, co będziemy jadły i że w środę będę musiała wstać chwilę po 5 rano. Potem lipiec i tradycyjnie Gdynia. Z openerem lub bez. Wszystko jedno właściwie. Reszta lata jest chwilowo zagadką... Ale może to będzie ten czas, gdy będę malować ściany, robić półki, Meg mi kupi AGD i obrus i rozdam komplety kluczy po całym kraju? Albo będę zupełnie gdzie indziej... Cholera wie. Koniec świata był obiecywany, nie? Nie ukrywam, że w sumie to...
I dziękuję blogusiu, że dzielnie przyjmujesz te smędzenie. Czasem muszę, mimo iż to takie nieproduktywne.
1Komentarzy:
mój rok tez był niedobry.a ten nie zapowiada sie lepiej.
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
Do Nogi!