Tym razem chciałam życiowo. O przyjaźni.
Ponieważ bifurkacja mojej życiowej bifurkacji poszła nadzwyczaj dobrze, trafiła mi się naprawdę fajna przyjaźń. Taka, co to zmienia życie na lepsze i przynosi same profity. A fakt posiadania na tym świecie osoby, która zawsze pcha do przodu, krytykuje z sensem i rozbawia do łez, jest wart wiele. Nie do opisania wiele..
Tyle, że ja nie do końca o tym chciałam, bo chodzi mi o to, że tak właściwie nie wiem czemu się przyjaźnimy. I nie tylko ja nie wiem, już kilka osób pytało ją o to (mnie jakoś nikt nigdy się nie odważył...). Bo tak właściwie to niewiele nas łączy. Wszystkie typowo 'kumpelskie' rzeczy lubimy inne. Nie za bardzo pójdziemy razem do kina, na koncert też niekoniecznie, inne książki wybierzemy w księgarni, inne zapachy w perfumerii i (na szczęście!) obrócimy się za innymi facetami na ulicy. Nawet ubieramy się inaczej, co jednak zupełnie nie przeszkadza nam kupować identycznych ciuchów. Inaczej widzimy świat, chociaż interpretujemy go tak samo. Inaczej myślimy i inaczej czujemy. A jedyne co naprawdę mamy wspólne to poczucie humoru, miłość do mięsa, słońca i truskawek. I wszystkie te rozważania dotarły do mnie któregoś dnia dość nagle i niespodziewanie, a jak już wszystko to przetrawiłam, zadzwoniłam oczywiście do Meg, aby dowiedzieć się o co mi właściwie chodzi. Konkluzja była błyskawiczna i frapująca: nie przyjaźnimy się dlatego, że coś nas łączy (chociaż wydaje mi się, że to poczucie humoru jest jednak istotne). Przyjaźnimy się ponieważ nic nas dzieli. Nie irytujemy się wzajemnie. I to starcza. :)
Zatem: Guniu, cheers! Oby razem dożyć tych kałachów ze swarowskim. :)
0Komentarzy:
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
Do Nogi!