czwartek, maj 26, 2011

Jest maj, pogoda prześliczna...

Ponieważ znowu nie było mnie tu ho-ho i jeszcze troszeczkę, a Borsuk co pół roku szturcha mnie w komentarzach z pytaniem czy żyję, chciałam rozwiać wszelkie wątpliwości (i nadzieje): tak! ŻYJĘ. Jeśli zaś chodzi o ocenę tego jak żyję, to... 
Wiecie, bywało lepiej. Lepiej było na przykład w lutym, gdy pojechałam do Sri Lanki. Jak widać na zdjęciach, było super. Głównie ze względu na klimat (pierwszego dnia po przylocie chciałam w pokoju hotelowym ustawić klimatyzację 'tak troszeczkę', aby nie przerobiła nam pokoju na chłodnię z łóżkami, ale żeby jednak odcedziła trochę wody z powietrza. Wyobraźcie sobie radość jaka mnie przepełniła, gdy bodajże 25 lutego, temperaturą na klimatyzatorze, która spełniała oba powyższe warunki, było 28 stopni.) Poza tym ludzie. Tam wszyscy się do siebie uśmiechają. A nawet jeśli nie do siebie, to przynajmniej do mnie uśmiechali się często i chętnie. Nie wyobrażacie sobie jak ponurzy i nieprzystępni są ludzie w Polsce! Nawet ci młodzi i wyluzowani wymiękają w porównaniu z byle kim stamtąd. Gdy wracaliśmy złapałam się na tym, że na lotnisku w Dubaju odruchowo uśmiechnęłam się do mijających mnie dwóch pracowników lotniska. Wystawcie sobie moje zdumienie, gdy zamiast się oduśmiechnąć, spojrzeli na mnie jak na wariatkę, potencjalnie niebezpieczną. Przykre to było. Serio.
No ale to był luty. W międzyczasie zrobiłam imprezę z ostrzeniem noży i nauką chemii do rana. I budowaniem jedzanki (taka odmiana glinianki, ale wtedy, gdy się nie ma gliny, a ma się jedzenie). Potem była naprawdę fajna wielkanoc, kiedy to przyjechała do mnie Meg i tradycyjnie już spędziłyśmy święta w radości i z bliskimi. Robienie o 4 rano tortu, z którego alkohol wylewał się każdą dziurą, będę wspominać i wspominać i wspominać... Smaczny wyszedł, bardzo. :)
I ogólnie to jest mi wesoło i radośnie, poza faktem, że jakoś tak przy początku kwietnia dowiedziałam się, że pani prezes postanowiła na moje miejsce zatrudnić inną osobą. Właśnie zaczęłam nową pracę. Niewątpliwie ma swoje zalety, ale ma też masę wad, a całe zamieszanie ze zmianą wygenerowało u mnie gigantyczną dziurę finansową, która (jak odkryłam z niemałym zdumieniem) strasznie mnie stresuje. Ale jak to mawiają mądrzy ludzie - przecież nie położę się i nie zacznę płakać, muszę coś z tym zrobić, nie? W ogóle całe to zamieszanie z pracą spowodowało u mnie gwałtowną falę refleksji. Takich wiecie, o życiu, jego sensie i tak dalej. I wyszło mi, że wcale nie jestem ambitna, a najlepiej czuję się w trampkach i bawełnianej koszulce. Dlatego czas zabrać się za siebie i wyjechać gdzieś. Oczywiście jak tylko pogodzę się z myślą opuszczenia pewnych ludzi, których bardzo by mi brakowało, mimo iż teraz też ich nie widuję codziennie, bo los to podła maupa i najbliższe mi osoby rozrzucił po kraju przynajmniej o 250km ode mnie. 
No, a poza tym to prawie codziennie przejeżdżam tramwajem obok bloku, w którym w jednym z okien ktoś ma wywieszone kilkanaście zdjęć rentgenowskich, a w kolejnym oknie wisi fotka płuc. I tak się zastanawiam, czy jeśli doliczę się, które to mieszkanie i zadzwonię domofonem z pytaniem WTF?!?!, to odpowiedzą czy od razu wezwą policję?

3Komentarzy:

Anonymous Anonimowy:

też widziałam to okno ;) dzierzba

czwartek, maj 26, 2011 10:57:00 PM  
Blogger MotylaNoga:

Może chcesz się ze mną przejść? ;)

czwartek, maj 26, 2011 11:43:00 PM  
Anonymous el:

zróbcie zdjęcie tym zdjęciom! :-)

piątek, maj 27, 2011 10:15:00 AM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

Do Nogi!