niedziela, luty 28, 2010

konsekwentnie niekonsekwentna

Jestem niebywale konsekwentna w swej niekonsekwencji. Taki temat kuchni na przykład. Gdy ogólnie do pedantki mi daleko (kto widział mój stół roboczy wie o czym mówię), to w temacie kuchni wychodzi ze mnie faszystka. Naczynia i sztućce muszą być domyte na błysk. Patelnię będę myć, suszyć i macać nawet kilkanaście razy, byle była czysta. Dokładnie oglądam wszystko co wyciągam ze zmywarki i zawsze znajdzie się coś godnego domycia. Po prostu nie użyję niczego co ma na sobie kawałek poprzedniego posiłku, nawet jeśli jest to malutka smuga na spodzie kubka (i nie mówię tu o dnie, a o spodzie, tym na dole). W związku z powyższym większość naczyń z nowej kuchni myłam już dwukrotnie, właśnie wsypałam do zmywarki zawartość koszyczka ze sztućcami, i wkurzyłam się niemiłosiernie, bo nie mogę porządnie domyć gałek od kuchenki (kratki od palników moczą się w wannie). Gdy zaczęłam zastanawiać się czy da radę jakoś rozkręcić gałeczki, tak bym mogła dorzucić je do wanny, uznałam, że chyba zaczynam przeginać. Domyję je jakoś... Chyba.
A w czym niekonsekwencja? Otóż na wyjazdach jestem w stanie zjeść cokolwiek z czegokolwiek. Byle bardzo się nie kleiło. Kubek, w którym wczoraj zrobiłam sobie zupkę chińską (te tłuste zacieki...), przepłuczę sekundę pod zimną wodą (nie zawsze udaje mi się pojechać w luksusowe warunki i mieć dostęp do ciepłej) i zrobię sobie w nim herbatę. Tylko po to, by później znowu go przepłukać i podgrzać w nim parówki. Jedyne od czego nie ma odstępstw, nawet na wyjazdach: słoik z dżemem ma swój nóż i koniec. Nie to żebym jadła dżem (ble), ale jak widzę gdy ktoś pakuje do niego oblizany widelec, czy nóż od masła, to aż mną trzącha. Brr. (w domu oczywiście nie ma odstępstw, słoik z musztardą ma swój nóż, chrzan ma swój - po 11 NIE MIESZAJ!)
Kolejna niekonsekwencja: odpuszczenie sobie jakichkolwiek standardów tyczy się tylko wyjazdów w dzicz. Jadąc do kogoś ze znajomych trzymam standardy domowe. (Tak, warto dawać mnie na zmywak po imprezie... ;-))

Idę zajrzeć do wanny...

8Komentarzy:

Anonymous Anonimowy:

Jestem niebywale niekonsekwentny w swej konsekwencji.
Do pedanta mi daleko, a chciałbym, żeby było nieco, jednak, bliżej.
Obmacywanie i niuchanie kuchennych urządzeń, to coś, co robić należy. Nawet (sic.) zmywanie to coś, co robić należy. I mamy to w planach. Codziennie mamy to w planach. Nawet dwa razy dziennie. No ale wiecie, wychodzi jakoś tak inaczej. No wychodzi na przykład, że jak się jadło na tym oto talerzu coś kruszącego się, wczoraj, to i dziś można na nim zjeść coś kruszącego się. A jak się jadło wczoraj, albo i przedwczoraj, na tym oto talerzu coś lepiącego się, to i dziś ( a może i jutro) nie zaszkodzi zjeść na nim czegoś równie lepiącego się. Albo kolory. Kolory też są istotne - czerwone do czerwonego (taki np. ketchup) albo żółte do żółtego (musztarda).

Ale nie jest tak źle, bo zauważam u siebie ostatnio objawy zbawczej niekonsekwencji w niekonsekwencji i po lepkim, a jeszcze przed następnym lepkim, wymywam talerz czymś mniej lepkim (ludwik), a po żółtym i czerwonym wymywam zielonym (też ludwik).

Jarząbek

niedziela, luty 28, 2010 8:30:00 PM  
Blogger MotylaNoga:

Jarząbku (trochę poufale, ale Jarząbie brzmi... hm... źle).

Jest prosty sposób na talarze, na których jadło się coś kruchego. Będą doskonale nadawały się do użycia także następnego dnia, i jeszcze kolejnego!, jeśli tylko odpowiednio dokładnie wystraszysz z nich okruszki.

A żółte z żółtym, czerwone z czerwonym i białe z białym to przecież klasyka. (wiem, ontopic, ale to nie ja zaczęłam, przepani, tylko on!)

niedziela, luty 28, 2010 9:49:00 PM  
Blogger Meg:

I to napisala osoba, ktora zdziera sreberko z kremu Nivea! A na mnie sie dziwnie patrzy, gdy tego nie robie! :-D

niedziela, luty 28, 2010 10:11:00 PM  
Anonymous Anonimowy:

Nieprawda, nie zdzieram sreberka ;)

łuuuu - nie działa, nadal siedzą i odrywają te sreberka (okruchy).
Może je psem poszczuję.


...bek

niedziela, luty 28, 2010 10:22:00 PM  
Blogger MotylaNoga:

...bek, ha! Swój człowiek! Stawiam Ci piwo.

Meg, już wiem w czym problem... Właśnie zajrzałam do mojej nivei (bez sreberka oczywiście) i wiesz co? NIE MA TAM ANI JEDNEGO PAPROCHA! Jest tylko czysty, gładki kremik.

Ty po prostu bardziej dbaj o swoją niveę, nie trzymaj jej w przeciągach i pyle, to nie będzie łapać farfocli i będziesz mogła pozbyć się tego upierdliwego sreberka. ;-)))

niedziela, luty 28, 2010 10:31:00 PM  
Blogger Meg:

Nie chodzi o paprochy, ale o UMIZIANE KREMEM WIECZKO. I nie wypieraj sie, ze Twoje nie jest wymiziane. Widzialam, jest. :-P

wtorek, marzec 02, 2010 9:51:00 PM  
Anonymous Anonimowy:

Piwo? Całkiem chętnie. Ale muszę się przyznać, że ja w ogóle nie używam kremu nivea.

...ąbek

wtorek, marzec 02, 2010 9:59:00 PM  
Anonymous Anonimowy:

ależ, nożem na dżem? Dżem się łyżeczką smaruje :-)
Poza tym, ciągle się zastanawiam, czy zamiast zmywania nie taniej by było używać sztućców i naczyń jednorazowych :-)
borsuk

środa, marzec 03, 2010 10:15:00 AM  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

Do Nogi!