poniedziałek, wrzesień 22, 2008

:-(

Źle mi.
Nie mam pomysłu co ze sobą zrobić, tak żeby było mniej źle. Bo że jest źle to już przywykłam, chodzi o to, żeby było mniej niż bardziej, jeśli wiecie o co mi się rozchodzi.
Powtórka z rozrywki trzyma i boli i ciąży i nie pozwala się otrząsnąć, a coraz głupsze pomysły przychodzą mi do głowy. Już naprawdę starczy, mam dość, niech już przestanie.

Przy życiu trzyma mnie wizja piątku i weekendu, szkoda tylko, że na ile znam siebie to będę miała tak podły nastrój, że nawet porządnie zresetować się nie będę potrafiła.
Jestem głupia. I nawet w lepszych okresach ciężko mi się z tym stwierdzeniem nie zgodzić.

piątek, wrzesień 12, 2008

post nr 384 i nie mam lepszego pomysłu na tytuł

Następnego dnia, po dodaniu przeze mnie radosnych tekstów o mojej pracy, spadł na mnie news - szefowa chce odejść. Wcale jej się nie dziwię, to z jakimi idiotami musi się użerać doprowadziłoby na skraj każdego. A że pracować nie musi...
Gdy pierwsza panika minęła, żołądek wrócił na swoje miejsce i udało mi się ogarnąć ze wszystkim, doszłam do wniosku, że może nie jest to aż tak dramatyczna wiadomość, jak mi się zdawało. Jeśli faktycznie szefowa postanowi się pożegnać z pracą, to:
- albo mnie zwolnią, a ja znajdę sobie coś nowego i jakoś się nie boję, że będzie ciężko, bo cholernie dużo się w obecnej robocie nauczyłam.
- albo mnie nie zwolnią, ale zrobi się beznadziejnie więc sama odejdę i... (patrz co wyżej...).
- albo mnie nie zwolnią i zrobi się fajniej, bo może dostanę jakiś awans czy chociaż podwyżkę.

Cholera wie co będzie, ale nie znajduję w tym wszystkim złych rozwiązań. Okrutnie mi żal współpracy z szefową. Jest fantastyczną osobą, rewelacyjnym przełożonym i pracą z nią była dla mnie olbrzymią szansą, by uczyć się od najlepszych.
Poza tym naprawdę ją polubiłam i przykro mi na myśl, że nie będziemy widywać się codziennie.
Tak, jestem pierdolnięta i lubię moją szefową na tyle, że zdarza mi się tęsknić do jej powrotu gdy idzie na urlop.

A na photonogę wrzuciłam zdjęcia z ruin fabryk i syfiastych zakątków. Wszelkie próby analizy dlaczego tak lubię takie miejsca dają mało optymistyczne efekty, więc po raz kolejny staram się nie myśleć. A lista rzeczy do niemyślenia długa jest, ojj długa....

wtorek, wrzesień 09, 2008

To już prawie 2 m-ce minęło?

Jej, ależ ten czas się spieszy. Nie wiem kiedy...

Borsuk wywołał mnie tak jakby do tablicy, czy żyję brzmiało pytanie. No żyję. Całkiem intensywnie nawet. Ale co to za życie, nie?
W pracy rewelacja. Szefowa jest z dnia na dzień coraz bardziej fantastyczną osobą. Robię coraz ciekawsze rzeczy, zaczynam także rozumieć niektóre rzeczy, które robię od samego początku, dostałam rolę tego dobrego w grze "dobry i zły policjant" oraz dorobiłam się własnego, pracowego kaktusa. Niezwykle fallicznego, ale ten gatunek tak ponoć ma.
Zaczęłam także doceniać wolne popołudnia (czy w wersji rozpustnej - dni). Chociaż nie przypominam sobie weekendu gdy nie byłam nigdzie, nic nie robiłam, nic nie chciałam i nic nie musiałam. Weekend gdy przesypiam porządnie aż dwie noce to też już rzadkość. Całkiem to wszystko fajne i ciekawe, ale jednak pewne rzeczy mnie nie opuszczają.
Tak ogólnie zatem, to dziękuję, postoję, niewiele się zmieniło. Nieustająca powtórka z rozrywki, same najlepsze odcinki. Po raz kolejny uświadomiłam sobie pewną przykrą sprawę: nie mam wyjścia. Nie ważne jak bardzo jestem sobą zmęczona i jak mam siebie dosyć - nie mam gdzie uciec. Nie mam jak dać za wygraną. Bo niby jak miałoby to wyglądać? Trochę dobijająca perspektywa tak na dłuższą metę, zwłaszcza, że samej mety nie widać.

Chciałam tylko jeszcze napisać, zanim pójdę po apap, że po raz kolejny zrozumiałam ostatnio jak wiele fantastycznych i wartościowych ludzi mnie otacza. I ile dzięki temu zyskuję. Mam nadzieję, że to działa w obie strony. Wprawdzie tutaj zagląda ułamek z tych, o których teraz myślę, ale co tam, ostatnio wszystkie moje warstwy wybebeszyłam na światło dziennie, więc nie zdziwcie się jak puszczę komuś rynnę w rękaw bredząc coś o podziękowaniach. Ci co tego nie przeczytają także proszeni są o nie dziwienie się za nadto gdybym coś podobnego odwaliła.

Dobranoc.