piątek, wrzesień 28, 2007

Nazbierało się

Wszystkie notki jakie ostatnio napisała gniją sobie z nalepką draft i raczej nie doczekają się błogosławionego publish post. Co tu ostatnio... było dno, i było odbicie się od niego. Niewiele brakowało, a zamiast odbicia było by dużo mułu, ale nie, jeszcze nie tym razem.
Z nieco innej bajki: mamy do oddania sporo rybek, na razie głównie glonojadków, ale przychówek platek rośnie i też będzie szukał nowego domu. Anybody? Ratujcie, no...
Poza tym ta cholerna polityka... Jakoś nigdy mnie bardzo nie fascynowała, wręcz nudziła, ale ostatnimi dniami ciężko się od niej opędzić. Zwłaszcza gdy wpierw na onecie znajduję piękny materiał o wystąpieniu miłościwie nam panującego Jarosława i mieszkance Łodzi, która w iście kobiecym stylu nie daje mu dojść do słowa. Musieliście przepraszać za Ich Troje, ale teraz pełen szacun drodzy Łodzianie... Zwłaszcza, że w onetowskim materiale nie ma najlepszego fragmentu który pokazały "Fakty" TVN'u, a który rozbawił mnie najbardziej - tłumu wrzeszczącego na Jarusia "spieprzaj dziadu!". Zafascynowana tematem wytrwałam do "Wiadomości" i klapa... Owszem, był fragment wizyty i konferencji z Piotrkowskiej, ale jedynie dwa zdania na temat poniedziałkowej debaty. Ani wrzeszczącej pani, ani spieprzaj dziadu, nawet jednego słowa o całym wydźwięku wizyty. Jak bardzo powinnam była być zaskoczona? No właśnie...

środa, wrzesień 19, 2007

za mundurem...

Czy może komuś już się udało, przez dwa i pół tygodnia trwania roku szkolnego, zobaczyć na ulicy dziecko w mundurku? Albo może ktoś z Was posłał swoje tak do szkoły? Mi się jeszcze nie udało...

poniedziałek, wrzesień 17, 2007

Ponieważ...



... jestem sentymentalną i infantylną blondynką. Tyle rzeczy się kojarzy, nie? Sama nie wiem co bardziej - zapachy czy dźwięki. "Hooked on a feeling" - od tego tyle rzeczy się zaczęło. Pamiętam jak z Lemingiem wracałyśmy, chyba tylko lekko zawiane, z burdelowej wigilii szkolnej (serio, ktoś zamienił wszystkie żarówki na takie czerwone, żółte i granatowe - do tego dekoracje na ścianach, który miały być świąteczne, ale jakoś w tym świetle nie bardzo im wychodziło, burdel pierwsza klasa się zrobił, mimo iż byłyśmy chyba w drugiej wtedy...). Było strasznie późno, była strasznie mroźna grudniowa noc. Było ciemno, jak to u nas na wsi umie być, i był skrzypiący śnieg. Ja na głowie miałam opaskę z czułkami, którą ktoś zrobił z kawałka druta i łańcucha choinkowego, w ręku niosłam całkiem cmentarny znicz, który ukradłam z ogrodu przed szkołą - były ich tam dziesiątki i wyglądały bajecznie. Leming, ponieważ miała przed sobą długą i samotną (oby!) drogę przez las owinęła się szczelnie kilkunastoma metrami grubych łańcuchów choinkowych, mając nadzieję, że wyglądając jak olbrzymia, błyszcząca śnieżka odstraszy ewentualnych i niechcianych towarzyszy nocnego spaceru. Ja w prawo, Leming w lewo... Obie drąc się w niebogłosy Girl, you keep me thirsty for another cup of wineeeeeeeeeeeeee - Leming to chociaż umie śpiewać, ja nie bardzo. Ech, fajnie było...

niedziela, wrzesień 16, 2007

wieczór

Zadzwoniła do mnie mama aby mnie profilaktycznie opieprzyć, że znowu się nie odzywam. Grzecznie przeprosiłam, że znowu nie przyjadę, ale tym razem wypadł mi wieczór panieński koleżanki. Nawet przez telefon było widać błysk w oczach mamy. Wieczór. Panieński!

- Noga! To ja sobie też zorganizuję wieczór panieński!
- Bierzesz w końcu ślub?
- No tak, wiesz, miałam go brać jak Jasiek1 będzie miał z roczek czy coś, ale ma już 11, i dalej się nie udało...

Przez te naście lat bycia biedną, samotną matką nazbierała chyba 7 pierścionków zaręczynowych - wszystkie śliczne i wszystkie od jednego faceta.

- Mamo, ale wieczór PANIEŃSKI?
- No a czemu nie?
- W sumie to nie wiem... Ale mnie też zaprosisz, prawda?

Rany, iść na wieczór panieński własnej matki... Bezcenne? ;-)

1. Mój brat znaczy się.

piątek, wrzesień 14, 2007

Tak mi się marzy...

Wieczór, pogodny, ciepły, taki akurat, taki jakie są po upalnych dniach. I plaża, i lekki wiaterek, i cisza, jedynie morze szumi w swoim rytmie. I ja siedzę na tej plaży, na jakimś wielkim, ciepłym kamieniu, czytam coś, cokolwiek co wciąga i czekam, aż on po mnie przyjdzie, i powie, że już możemy iść. Przed oczami będę miała obrzydliwie słodki i romantyczny różowo-pomarańczowy zachód słońca, a za nami będzie małe miasteczko, takie typowo południowe, z bielonymi ścianami i masą stromych i wąskich uliczek.
I będzie cisza, spokój, pewność i opanowanie, a ja nie będę myśleć o niczym.

czwartek, wrzesień 06, 2007

cholerano

Pavarotti nie żyje. Fotka pe el kończy działalność. Jesień.
Beznadziejny czwartek, a jeszcze 13 nie ma...

wtorek, wrzesień 04, 2007

O tym jak popełniłam samobójstwo

Mogłam się z mostu rzucić, pod pociąg, otruć, pociąć, zastrzelić, powiesić, zagazować... cokolwiek. Ludzkość już tyle sposobów przetestowała, ale nie, ja musiałam być orginalna i patrząc intensywnie w prawe lusterko, wjechałam lewym końcem w bramę. Której tam nie powinno być, po powinna była już się zdążyć otworzyć, ale niestety. Czy muszę dodawać, że jechałam Adminowozem? No właśnie...
Poza tym nie jestem gotowa psychicznie na jesień.
Niech mnie ktoś przytuuuuli...

niedziela, wrzesień 02, 2007

byle tak dalej.

Nieźle Wam idzie z tymi kciukami za moją robotę, tak trzymać (dosłownie).