sobota, czerwiec 30, 2007

/tu wpisz tytuł/

Byłam dziś u lekarza. Jestem zdolna do pracy, w miarę zdrowa, wyglądam młodziej w rozpuszczonych włosach i na starość czeka mnie rozrusznik serca. Poza tym w ostatnich dniach zaliczyłam dwukrotną wizytę w krajowym rejestrze karnym, jedną w usc, jedną u fotografa, żadnej w sklepie z ciuchami, zorganizowałam Adminowi tort z 33 maki, dowiedziałam się, że urodziłam się na Bródnie (dalej do szpitala mama jechać nie mogła, bo się miasto kończy...), zjadłam obiad w łóżku o północy, uratowałam kolejnych kilka glonojadków (nie mam serca patrzeć jak je ryjki pożerają, więc je ratuję, ale Admin ma rację - nie mam pojęcia co dalej z nimi robić), dostałam piękne, żółte róże i obejrzałam najnowszego Shreka - fajny, lepszy od dwójki, ale nie od jedynki.

A w poniedziałek tyru ryru... To co, dobranoc, nie?

poniedziałek, czerwiec 25, 2007

durna baba

Załamuję sama siebie. Jestem głupią panikarą, z rzadka myślącą racjonalnie, zwykle kombinującą na zasadzie "jak nic nie zrobię, samo się zrobi", co byłoby świetną taktyką, gdyby nie to, że nią nie jest. Aghr... Co ciekawe, gdy jednak wezmę się za siebie i COŚ zrobię, nie pozwolę by rzeczy działy się ot tak, okazuje się, że równie dobrze mogłam leżeć i pachnieć, a i tak wyszło by na to samo... I tak, dziś miałam ciężki dzień, tylko dlatego, że za dużo kombinuję, nie umiem zadać dobrego pytania w odpowiednim momencie i mam zbyt dużą wyobraźnię. Bilet w Bieszczady jednak poproszę...

sobota, czerwiec 23, 2007

Ankh-Morpork City Watch Character Selector

#1 Lord Havelock Vetinari - jak wykazał test wynaleziony przez Meri :-) Uwielbiam te wszystkie testy, pomagają mi zrozumieć kim naprawdę jestem.

czwartek, czerwiec 21, 2007

Paolo na pocieszenie




Mam pracę i oczywiście martwię się na wyrost co zrobię jeśli zechce mnie firma, w której byłam wczoraj, gdy już będę pracowała w tej pierwszej, a tak bardzo bym chciała żeby mnie zechciała ta druga, i martwię sie podwójnie, że pewnie mnie jednak nie zechce, więc w sumie dobrze, że mam pierwszą. Poza tym mam chcicę na tort bezowy, ale Admin dopiero jutro mi go kupi, i nie wiem czy uda mi się jakoś przetrwać kolejną dobę bez kwilenia. Źle jest, zdecydowanie. I gdyby ktoś łaskawie coś zrobił z ciśnieniem, bo mnie głowa napier... pobolewa i utrudnia mi zamartwianie się.

Może komuś jeszcze wygenerować jakiś problemik?

środa, czerwiec 20, 2007

olać

Kefir (z ogórkiem i koperkiem) i andruty na obiad. Jakbym znowu była w podstawówce. Szkoda tylko, że samopoczucie leży i kwiczy. Ogólne poczucie beznadziejności wszystkiego dopadło mnie jakiś czas temu i trzyma. Nie ważne jak bardzo się staram, tłumaczę i kombinuję, groch i tak odbija się od ściany, a ile można próbować, nie? Zatem gdyż ponieważ świat mnie nie chce słuchać zmieniam taktykę i to ja będę słuchać siebie. Starczy, że wmówię sobie, że mi to wisi, że mam to gdzieś i nic a nic mnie to nie rusza i będzie super, prawda? Taki zen, że aż... Prawda?

wtorek, czerwiec 19, 2007

W sprawie rekina

Właśnie się dowiedziałam, że każdy pan rekin ma dwa penisy. DWA. Na raz. No proszę...

poniedziałek, czerwiec 18, 2007

decyzyjność: jak zwykle 0; panika: 8 i rośnie

Dziś jest Dzień Podjęcia Decyzji. Nie lubię takich dni, gdyż zwykle nie wiem co zrobić, gdy wiem podejmuję decyzję natychmiast i nie muszę przeżywać żadnych szczególnych dni. A tak... nie wiem co jest dla mnie ważniejsze, nie umiem przewidzieć i ogólnie to usiłuję pomyśleć tak Racjonalnie (przez duże er) jak się da, ale mi nie wychodzi, emocje znowu się do decyzyjności dobierają, a to niedobrze. No nic. Jest 12, a jeszcze nie dzwonili. Liczę też na to, że o 15 dowiem sie rzeczy będących dla mnie tak nieatrakcyjnych, że nie będę miała problemu z wyborem. Wiem, mogłabym się wziąć w garść i przestać pierniczyć, ale nigdy nie byłam w tym dobra. Niestety.
A tak z innych drobiazgów: Admin zabrał mnie wczoraj na plażę, ślicznie było, kto by przypuszczał, że tak całkiem niedaleko są takie ładne miejsca, i prawie nie ma tam ludzi?
Wisła, plaża i Admin we własnej osobie. :-)

wtorek, czerwiec 12, 2007

wtorek, jakżeby inaczej

Kto by przypuszczał, że po zjedzeniu wielkiej porcji tortu bezowego może mi być niedobrze? Ja na pewno nie. Zagryzłam go oscypkiem, zapiłam gorzką herbatką, ale nie miałam śledzi. Gdybym nie to, na pewno czułabym się o wiele lepiej. Prawda?
Poza tym umówiłam się dziś na dwie rozmowy, obie po mojej, azjatyckiej stronie Wisły i kupiłam obrzydliwie drogą odżywkę do paznokci. Pociesza mnie fakt, że widziałam paznokcie znajomej before i after i wiem, że warto. Chociaż są rzeczy, na które nie wydam więcej niż to absolutnie konieczne, nie ważne jak wypasioną trendy metkę miałby uwieszoną przy cenie... I tak, kosmetyki zaliczam do tej kategorii.

I jeszcze piosenka optymistyczna na dziś, a może nawet i na jutro.

niedziela, czerwiec 10, 2007

Jak to szło?

Głos boga? mrrrau.

ku pamięci

Cóż ostatnio... Pomalowaliśmy sypialnię. Na zielony, zielony i ceglasty, no i fragmenty na biało zostały. Teraz muszę wykombinować jak pociąć regały i skąd wytrzasnąć kilka mebli, ale jest miło, bo do przodu.
To raz. Dwa: mamy mały żłobek w akwarium, wkurzyłam się bo glonojady ponownie postanowiły się rozmnożyć, zupełnie nie zrażone tym, że oba poprzednie wylęgi zostały pożarte, i kupiłam mały kotnik na maleństwa. Odratowaliśmy co się dało, a teraz kombinujemy co zrobimy z taką ilością glonojadów (o ile uda nam się je utrzymać przy życiu odpowiednio długo, bo z tym to u nas różnie bywa).
No i jeszcze tort. BE-ZO-WY! Absolutnie perfekcyjny, obrzydliwie słodki, chrupiąco-lepiący, z masą kawową... Odkryty wczoraj w Kafce na Oboźniej. Mam słabość do słodyczy, zawsze miałam, dobrze że Admin mnie kocha i obiecał mi jutro przywieźć kawałek po pracy. Będę się rozpasać...
Ach, no i jeszcze kwestia pracy, której ciągle nie znalazłam. Znaczy jedną już znalazłam, ale podziękowałam firmie, gdyż nieco mnie w balona zrobiła już pierwszego dnia, wolałam nie czekać na to co może się wydarzyć po miesiącu. Poza tym mam pecha, wszystkie firmy jakie mnie zapraszają mają siedziby hen, hen daleko. Tak pół miasta i troszkę jak dla mnie... Mam w związku z tym problem, jutro muszę zdecydować czy chcę pracować w fajnym wydawnictwie, mając styczność z tym co mnie interesuje, ale jakieś minimum półtorej godziny jazdy w jedną stronę (każdym rodzajem transportu publicznego dostępnego w tym mieście) i za raczej niewielką pensję? Chyba nie chcę, ale może powinnam? Nie wiem...

niedziela, czerwiec 03, 2007

starość nie radość

Pojechałam dziś (wczoraj) na spotkanie klasowe, z podstawówki. Zawsze dużo lepszy kontakt miałam z ludźmi, z którymi wydawałoby się niewiele można mieć wspólnego, bo kto z Was przyjaźni się z ludźmi z podstawówki, gdzie znajomość kończy się zanim na dobre się podrośnie? No to ja mam. Pewnie pomocny w utrzymywaniu tej naszej przyjaźni był fakt, iż wszyscy (no, prawie) mieszkaliśmy w niedużej miejscowości i siłą rzeczy ciężko się było nie widywać. No ale... Dziś było nas niewiele, ale za to jakość jaka...
- M., a Ty co robisz?
- Nic, chwilowo jestem bezrobotny.
- Oj, dlaczego?
- A wiesz, za dużo mam spraw w sądach by mieć czas pracować...

- T., muszę kupić samochód... Ty już jesteś legalny?
- No, od jakiś 4 lat jestem, jaki chcesz?

- Ponoć E. urodziła dziecko?
- Tak, ma rocznego synka przecież. Ale nie ma męża!
- Phi, dziecko bez męża to każdy głupi umie sobie zrobić.

- Ktoś ma kontakt z D.?
- Widziałem go kilka razy. Żre sterydy, rozbija się BMW i wypowiada jednosylabowo...

- Starzy jesteśmy, a nikt się nie zaobrączkował... umrzemy samotnie!
- Ale przynajmniej nie śmiercią naturalną... M. się zachleje, Ł. przedawkuje leki...
- A ja? Jak umrę?
- Ty Noga się roztyjesz i umrzesz na zawał przed telewizorem.

W pewnym momencie podchodzę do baru, grzecznie staję w kolejce za szerokimi barami w wyjściowym ubranku sportowym, za mną podobnie ubrany pan...
- NOGA? Cześć! - woła jegomość zza moich pleców.
- Yyy?
- No Noga jesteś, nie? Chodziłaś z moją siostrą do szkoły! Nic a nic się nie zmieniłaś!
- He? No chyba trochę wyrosłam!
- Minimalnie.
- No dobra, a kim była Twoja siostra?
- Oj, nie pamiętasz mnie? - noszkurcze... who the fuck???

Super było. Oczywiście obiecaliśmy sobie, że kolejne spotkanie zrobimy wcześniej niż za kilka lat, ale przecież wiadomo jak to jest z takimi obietnicami... A jakby ktoś do czegoś potrzebował ekipę do obicia, tani samochód, dekoratorkę wnętrz, psychola-iberystę albo nianię to służę namiarami.