Pojechałam dziś (wczoraj) na spotkanie klasowe, z podstawówki. Zawsze dużo lepszy kontakt miałam z ludźmi, z którymi wydawałoby się niewiele można mieć wspólnego, bo kto z Was przyjaźni się z ludźmi z podstawówki, gdzie znajomość kończy się zanim na dobre się podrośnie? No to ja mam. Pewnie pomocny w utrzymywaniu tej naszej przyjaźni był fakt, iż wszyscy (no, prawie) mieszkaliśmy w niedużej miejscowości i siłą rzeczy ciężko się było nie widywać. No ale... Dziś było nas niewiele, ale za to jakość jaka...
- M., a Ty co robisz?
- Nic, chwilowo jestem bezrobotny.
- Oj, dlaczego?
- A wiesz, za dużo mam spraw w sądach by mieć czas pracować...
- T., muszę kupić samochód... Ty już jesteś legalny?
- No, od jakiś 4 lat jestem, jaki chcesz?
- Ponoć E. urodziła dziecko?
- Tak, ma rocznego synka przecież. Ale nie ma męża!
- Phi, dziecko bez męża to każdy głupi umie sobie zrobić.
- Ktoś ma kontakt z D.?
- Widziałem go kilka razy. Żre sterydy, rozbija się BMW i wypowiada jednosylabowo...
- Starzy jesteśmy, a nikt się nie zaobrączkował... umrzemy samotnie!
- Ale przynajmniej nie śmiercią naturalną... M. się zachleje, Ł. przedawkuje leki...
- A ja? Jak umrę?
- Ty Noga się roztyjesz i umrzesz na zawał przed telewizorem.
W pewnym momencie podchodzę do baru, grzecznie staję w kolejce za szerokimi barami w wyjściowym ubranku sportowym, za mną podobnie ubrany pan...
- NOGA? Cześć! - woła jegomość zza moich pleców.
- Yyy?
- No Noga jesteś, nie? Chodziłaś z moją siostrą do szkoły! Nic a nic się nie zmieniłaś!
- He? No chyba trochę wyrosłam!
- Minimalnie.
- No dobra, a kim była Twoja siostra?
- Oj, nie pamiętasz mnie? - noszkurcze... who the fuck???
Super było. Oczywiście obiecaliśmy sobie, że kolejne spotkanie zrobimy wcześniej niż za kilka lat, ale przecież wiadomo jak to jest z takimi obietnicami... A jakby ktoś do czegoś potrzebował ekipę do obicia, tani samochód, dekoratorkę wnętrz, psychola-iberystę albo nianię to służę namiarami.