Zgubiłam gdzieś mój pancerzyk. Szukałam już wszędzie, ale nie ma. Wyparował. I nie poznaję siebie. Jest mi tak źle, smutno i nieswojo, że płaczę na zawołanie. Oczy szklą mi się co chwilę, bez wyraźnego powodu. Ciągle bezdomna chowam się w rogu kanapy, co jest idiotyczne, ale nic lepszego w tym tak zwanym domu nie mam. Adminowi robię wyrzuty o kawę, sama usiłuję siebie przekonać, że to wszystko jest do ruszenia, ale kurcze jak? To nie mój dom, nie umiem. Nikt nie umie mi pomóc, a rady "wróć do mamy" są troszkę chybione, bo co to niby da? Już nawet się nie miotam, nie chce mi się - bo nie wiem co zrobić, więc opadam i jest jeszcze gorzej. Wytłukłabym kilka talerzy albo szklanek, na co dość często dopada mnie ochota, mam wrażenie, że to rozładowująca czynność, może ktoś miał kiedyś okazję?