wtorek, grudzień 26, 2006

after, uff

Czy ktoś może mi przypomnieć dlaczego nie zaklepałam sobie urlopu na poświętach? Ach, tak... to było to moje pieprzone dobre serce i rozumowanie "nigdzie nie wyjeżdżam, nie muszę koniecznie, niech ktoś inny ma możliwość poleżenia sobie gdzieś z rodziną...". Następnym razem gdy coś takiego palnę niech mnie jakaś życzliwa osoba zdzieli łopatą... Zmęczona jestem. Tym całym jeżdżeniem i przyjemną nocą przespaną we własnym łóżku. Co z tego, że mama mój stary pokój przemeblowała, wstawiła nowe firanki i zabrała parę rzeczy? I tak lepiej się tam czuję niż tutaj, gdzie niby dom mój i moja twierdza, gdzie jedynie kocyk jest moim kątem, czyli tak, znowu mam napad bezdomności, znowu nie wiem co robić, znowu nie mija mi nic a nic, a przecież już chyba mogłoby troszkę.
Zapijam żal kiślem żurawinowym - dostałam dużo dużo, a Admin nie lubi więc wszystko moje.

Zmęczona jestem.

czwartek, grudzień 21, 2006

eee?

Skąd się bierze bez1 w grudniu? Widziałam u pani kwiaciarki na ulicy, białe pęczki, dużodużo... Czy on nie kwitnie przypadkiem w maju? Ja chcę! Do mojej bzowej perfumy...

1. O, przepraszam, lilak pospolity się mówi...

środa, grudzień 20, 2006

Dawno tak radośnie nie było, co?

Wyryćkana jako świstak, tylko, że pracowo nie mogę się zdecydować: pójść w lody czy w martini? Potrzebuję wspomagacza, a sklep mam otwart tylko do 22, muszę szybciutko zdecydować.
Czuję się równie naiwna co oszukana, głupia blondyna w pełnej krasie, i tylko sobie mogę w brodę pluć, ale kurwa jakże mi przykro, no! Nie tak miało być, nie na to pozwolili mi się nastawić. Nie po to wytrzymałam jeszcze tyle. Tak się nie robi. Nie mnie, ani nikomu, bo to nie fair. I niech sika żwirem przez pół roku, i niech mu zrobią kanałowe bez znieczulenia. Per rectum. Tyle życzeń świątecznych dla pana dyrektora (no chyba, że ktoś ma jeszcze jakieś pomysły, z chęcią wysłucham).
Pół dnia włóczyłam się po mieście zagryzając wargi i będąc silną, nie ryczeć, nie warto. Nie. I łaziłam, kupowałam prezenty, rzuciłam się ratować pana, którego rozjechała jakaś pani, ale rzuciło się też naście innych osób, więc przestałam robić tłum. Potem obiad, a na koniec piwo. Od przyjaciół uciekłam, a głupia byłam. Było zostać, zalać się, co ostatnio jestem w stanie zrobić przy pomocy dwóch piw - starzeję się, i bawić się, nie zagryzać już, poryczeć im tam, a nie tu samotnie. Admina znowu nie ma, ale tym razem nie w pracy zalega, a na imprezie, i oczywiście tak, chciałabym aby przyjechał i utulił, ale przecież mu nie powiem. Więc do kogo mogę mieć pretensje? Do niego, że nie pomyśli? Przecież nie jest wróżką się dowiem... A ja pierdolę.
Nie lody, nie martini. Herbata. Dygocę.

wtorek, grudzień 19, 2006

bziuum!

Co ja będę robić jak już zrobię w końcu prawko? Chyba zapiszę się na jakąś inną kategorię, koniecznie do Pana Piotra. Pan Piotr ma seledynowy dresik i jest rozbrajający.
- Pani Nogo, co Pani wyrabia?!?
- Eeee, zwalniam? Tam było ograniczenie do 40, a jadę 70?
- Oszalała Pani!? Jak będziemy jechać 40 staniemy się realnym zagrożeniem na drodze! Proszę tak do 80 dociągnąć i trzymać!

Pomarańczowe to sugestia, nic więcej. Dobro nie zawsze powraca, w sytuacjach drogowych Twój dobry uczynek owszem wróci do Ciebie, ale w postaci jakiejś złośliwości lub mandatu. Taksówkarz może się przydać, nie klnij na tego, który wymusza dla Ciebie pierwszeństwo - oto kilka życiowych rad.

A moja mama?

- Oj, nie martw się liniami, można po nich jeździć, wcale nie telepie! Tylko na egzaminie uważaj na te grille na jezdni, mogą Cię oblać, a potem to już trzeba jeździć tak by dojechać, a tylko zgodnie z przepisami.

Admina ostatni raz dłużej niż 40min widziałam chyba w piątek. Fajnie było. Choinka dalej goła...

niedziela, grudzień 17, 2006

Rozmydlone

Nie lubię, nie lubię bardzo takich dni jak dziś, kiedy Admina nie ma i nie będzie, a ja sama, mam BYĆ w domu. I czuć się domowo? I nie czekać? Bo ja czekam, nie mieszkam, nie odpoczywam tylko liczę godziny. To jest jego miejsce i bez niego staje się mi obce. Gapię się zatem w monitor dyskutując z jakimś obcym człowiekiem na gadzie o wspinaczkach w Grecji i sumieniu. Pandorę odkrytą dzięki Grendelowi, ustawiłam sobie na "Tori Amos Radio" co idealnie wpisuje się w mój nijaki nastrój. Choinka stoi naga, nie chcę jej sama ubierać, ale nie wiem kiedy będziemy mieć we dwoje chociaż tę godzinę, by móc ją przystroić... i co? I nic...
Wczoraj wybrałam się na firmową wigilię organizowaną w jednym z warszawskich hoteli, takich co to są och-i-ach jakie super. Razem ze mną przyszło ponad 300 osób więc było dość ciasno, duszno i ciepławo. Wypiłam dwa soczki, zjadłam kawałek ciasta... Oczywiście po powrocie do domu (po tym jak własne nogi mnie przenicowały i wyszyły uszami od stania) byłam głodna, a lodówka raczej pusta (poza nieśmiertelną wódką i główką czosnku), skończyło się zatem na frytkach. Tak, tylko ja umiem nic nie zjeść z ogromnej ilości naprawdę fajnego jedzenia, po to by zapchać się niedobrymi frytkami w domu. Które na dodatek musiałam sobie sama zrobić (przecież była 22 w sobotę, Admin był w pracy, nie?). Anyway, na samej imprezie wyjęłam swój aparat i zaczęłam robić zdjęcia, inni też robili. Ale tylko mnie brano za wynajętego fotografa... Fascynujące jakie wrażenie robi mój mały stefan wśród miłośników kieszonkowych kompakcików.
- Poprosimy zdjęcie!
- Jasne...
- Skąd będzie można je dostać?
- Dajcie mi maila to je podeślę.
- To pani nie jest wynajęta?
- No zasadniczo to można powiedzieć, że tak, w końcu firma regularnie od dwóch lat płaci mi pensję...
Tiaa... fajnie było w sumie. :-)

czwartek, grudzień 14, 2006

Męskie sprawy

Gazeta.pl dokładnie opisuje to czym każdy mężczyzna dysponować powinien. I tak, jestem niesprawiedliwa, szowinistyczna i podła, ale uważam, że każdy facet powienien mieć swoją skrzynkę, powinien umieć obsługiwać szlifierkę, młotek i śrubokręt. Powinien wiedzieć jak się wiesza lampy, skręca kanapy i wymienia te krzywe fragmenty rur pod zlewem. Powinien mieć wiertarkę, dużo śrubek i kołeczków, papier ścierny, śrubokręty i młotek. Taką łamaną, żółtą miarkę i poziomicę. I od czasu do czasu fachowo tego wszystkiego używać, wołając "Możesz mi pomóc i to przytrzymać?" albo "NIE DOTYKAJ!!!!". Wszyscy mężczyźni w moim życiu tak robili i tak mieli, i nie wiem jak można inaczej. Bez francuza to jakaś mientka menszczyzna, a nie facet...

wtorek, grudzień 12, 2006

Full of zasadzkas i kopas w dupas, czyli odkryłam amerykę.

To był zły dzień. Poniedziałek, za dużo tyrania, za mało słońca. Zbyt dużo uczucia bycia pracowo wydymaną, i to tak z impetem, po uszy, zbyt mało dobrych wiadomości. Admin mnie pociesza, że przecież będę miała tyyyle satysfakcji, ale ja mam gdzieś satysfakcję. Chcę być traktowana fair, nie mam męskiej ambicji, na którą można by wejść i mnie motywować. Nie mam też wielu innych cech, dlatego do szczęścia potrzebuję faceta, który nie tylko świetnie otwiera słoiki i wie co to szlifierka kątowa, ale też pocieszy, pogłaska, pozwoli nie być silną. I co?
No właśnie...
Odkryłam też, bardzo boleśnie, że moje doświadczenia są tylko moje, i mimo szczerych chęci nie nauczę nimi nikogo i niczego. A tak bym chciała te prawdy oczywiste przekazać, wyjaśnić i dać szansę na lepsze wybory, ja się wycierpiałam i są osoby, którym nie życzę aby też miały sposobność. Ale nie, widzę, że to co mówię jest tylko kolejnym bełkotem, który nie brzmi tak jak byśmy tego sobie życzyli, a przecież słowa są te same. Znowu rzeczywistość nie chce się dostosować, niedobrze. Nie wiem jak pomóc, a przecież wiem co można zrobić, czego robić nie należy... na nic mi to wszystko, więc nic, tylko się miotam w nadziei, że może przypadkiem ktoś mnie usłyszy. Tak ze zrozumieniem. I że nic nie trzeba będzie ratować, ani nic innego, że będzie dobrze.

Optymizm -3
Rozczarowanie +10

niedziela, grudzień 10, 2006

Po radosnej stronie życia...


...leje deszcz i nie wychodzą zdjęcia fajerwerków, bo obiektyw cały zalany, ale luzik, za miesiąc Światełko Do Nieba, to i się napstrykam, chyba, że znowu będzie wiosna z mżawką, przecież to już styczeń, czas na krokusy.
Poza czerwonymi ciężarówkami coca-coli zachwyciła mnie ostatnio dziewczyna widziana w Galerii Centrum. Jakieś 180cm od podłogi, i może z 55kg wagi, tyczka znaczy. Puchowa kurteczka skutecznie maskowała wystające żebra, ale nogi... Jakie tak laska miała NOGI! Dłuuugie, bardzo długie. Chudziutkie. W obcisłych jeansach, obowiązkowo wepchniętych w wysokie cholewki, od obłędnie wysokich błękitnych szpilek, z czubem, a jakże. No i z zamszu. Zatem tak... wysoka szpileczka, czupek, błękitny zamsz i wąziutka cholewa. Potem jakiś staw, udo (mam grubsze przedramię), które oczywiście nie styka się z tym drugim, bo miednica nie ma rozstawu 15cm. I tak, w pewnym sensie jej zazdroszczę, że ma taaaakie nogi i w ogóle, ale nie wiem czy zamienić bym się chciała, już teraz prawie każda para kozaków ma zbyt szeroką cholewkę. Anyway, zmierzam do czego innego: otóż te nogi, te buty, to wszystko... idealnie wprost podkreślało jak owa dziewczyna chodziła. Jak kulawo stawiała kopytka. Jak strasznie krzywo... I jak bardzo noski szpilek nachodziły na siebie, bo platfus czy coś tam w rozkwicie... No jak tak można, co??? Zdumiewające, że się o nie nie potykała... Oczywiście efekt został osiągnięty, nie było osoby, która mając ją w zasięgu wzroku nie zlustrowałaby jej uważnie.

czwartek, grudzień 07, 2006

Mikołaj

Moja mama jest... hmm... specyficzna. Oto jaki prezent dostaliśmy z Adminem od niej na mikołjaki:(tak, wiem, ja sama żartowałam, że przyjadę po Alejandra, który ma być w słoikach z kokardą, ale i tak mi szczęka opadła. A w tle oczywiście George po przejściach. Średnio raz na pół roku mamy z nim jakiś dramat... Tym razem ofiar w rybach: 1. Ryjku, byłeś cudowny.)

wtorek, grudzień 05, 2006

Chcę mieć kablówkę*

To był Bardzo Dobry Weekend. Wyspałam się, zdałam, pomarzłam w środku nocy przy statywie, wygrałam w promocji (która wprawdzie skończyła się dwa miesiące temu, ale przecież WYGRAŁAM!), okazało się, że mój prywatny Admin jest sławny (może będzie też obrzydliwie bogaty i zamiast pracować każe mi skupić się na osiągnięciu jak najlepszej prezencji na naszym ślicznym biało-drewinanym jachcie, bujającym się majestatycznie u wybrzeża Grecji?), a na koniec nauczyłam się robić beszamel. Podejść do tego sosu miałam w swoim życiu kilka, za każdym razem równie nieudane glutowato-cieknące efekty mnie dobijały. Aż nagle odkryłam Poradnik Domowy na gazeta.pl i łopatologiczną instrukcję obsługi. Bajka, naprawdę. Jeśli ktoś ma ochotę na coś z beszamelem to się polecam. Swoją drogą nie poznaję siebie, bo od jakiegoś czasu zapełniam kuchenną szafkę przepisami. Kradnę z pracy gazety sprzed kilku lat (przepisy są chyba równie aktualne rok temu jak i teraz, nie?), kseruję co się da z tych bardziej aktualnych pisemek, których jeszcze wstydzę się wynieść, drukuję co wygooglam, mailuję, ściagam i... (brrr... ten facet z reklamy tpsa jest okropny. Wy też macie wrażenie, że jak się go dotknie, to na ręku zostanie wam jakiś śluz?). Anyway, nie podoba mi się to, kiedyś było tak pięknie gdy Admin uważał, że lubi gotować, a ja upierałam się, że nie znoszę...

*i kuchnię.tv :-)

poniedziałek, grudzień 04, 2006

nagradzam się

Plan był taki: zdaję - kupuję sobie litr czekoladowo-śmietankowych z bananami do wkrojenia w nagrodę, nie zdaję - kupuję sobie litr czekoladowo-śmietankowych z bananami do wkrojenia na pocieszenie. I wiecie co? Zdałam! I oczywiście kupiłam litr, banany - będę się nagradzać, prosta jestem. Całą niedzielę dzielnie klepałam testy, wprawdzie mogłam je klepać od dwóch miesięcy, ale po co, skoro mogę w ostatniej chwili. Okazało się, że adminowa praktyka za kierownicą niewiele się przydaje przy rozwiązywaniu testów teoretycznych, tylko pół niedzieli zajęło mu wytłumaczenie mi dlaczego na lodzie łatwiej się rusza z dwójki niż z jedynki, chociaż może tu to jednak ja nawaliłam, bo koniecznośc korzystania ze skrzyni biegów jakoś zawsze wydawała mi się zbędnym utrudnieniem całego zagadnienia. W każdym razie Admin mieszał się w zeznaniach, jego ojciec takoż... Jak widać aby zdać egzamin teoretyczny wcale nie trzeba znać przepisów i zasad, starczy umieć rozwiązywać te testy. Anyway, już prawie wiem jak to jest z ruszaniem na lodzie, ciągle jednak nurtuje mnie kwestia wyprzedzania. Bo nie wolno przy zbliżaniu się do szczytu wzniesienia, ale na wiaduktach już wolno. A co jeśli wiadukt jest krzywy i ma tym samym szczyt? Wolno czy nie? Wzniesienie rozumieją w sensie geologicznym czy w sensie metrów n.p.m? Kodeks nie precyzuje... Egzamin praktyczny mam w rewelacyjnym terminie 30go grudnia o 7 rano. Ponieważ będę miała wtedy gości i Admina po całej nocy w pracy może to być ciekawy poranek, kto fajny niech kciuki trzyma. ;-)