Kolejne centrum handlowe zwiedzone. Tym razem zaszalałam i znalazłam AŻ 5 par, które były na tyle zachęcające, że przymierzyłam. Oczywiście bez rezultatu, ale Ryłko daje nadzieję i ratuje honor sklepów obuwniczych w tym kraju. Znaczy nadzieję dał mi ich katalog, a nie zaopatrzenie sklepu, ale przecież nie jeden salon formowy w tym mieście mają, nie? Nieudane zakupy postanowiliśmy dobić kinem. Padło na "Dobry rok" i był to wybór idealny. Film dołączył do mojej krótkiej listy filmów optymistycznych, które można oglądać zawsze i wszędzie, a w listopadowe dni pełne chandry i bucikowego doła zwłaszcza. Dużo słońca, humoru i Russel, który mówi. A on fajnie mówi, wprawdzie do akcentu Seana czy tonacji Alana mu troszkę brakuje, ale jest w czołówce, zdecydowanie. Do tego muzyka i obrazy, przyjemnie, bardzo przyjemnie, dobrze całość robi... Na koniec miłe zaskoczenie, gdy moje spostrzeżnie, że film jest strasznie podobny do "Pod słońcem Toskanii" okazało się mieć sporo sensu, skoro oba filmy nakręcono na podstawie książkek tego samego autora - Petera Mayle'a. Czy tam ludzie naprawdę tak żyją? Chociaż w połowie tak, jak to w filmach pokazali? Chociaż w 1/4??? Mi to starczy, ja też tak chcę. I chyba czas zacząć czytać Mayle'a - skoro ma już dwa dobre filmy na podstawie?