wtorek, listopad 28, 2006

1-10

Decyzyjność: 0
Otępienie: 12
Po tym jak entuzjastycznie nalałam ciągle starającej się zagotować wody do kubka, tylko dlatego, że toster się wyłączył, postanowiłam usiąść i nie robić sobie śniadnia. Jeszcze się otruję, a mój biedny organizm i tak ma dosyć toksyn, z którymi musi walczyć. Aktualnego kaca sponsoruje bowiem firma na literkę E i jej impreza z dużą ilością Carla i drineczkami. Nie mieszać, nie pić na pusty brzuszek, nie pić wina - przecież to trzy proste zasady, a ja ciągle zapominam. (rany, ale ta klawiatura hałasuje...) To będzie Naprawdę Ciężki Dzień, a myślałam, że wczoraj było beznadziejnie...

czwartek, listopad 23, 2006

Świnka

Nie, nie chodzi o chorobę, a o zwierzątko laboratoryjne. Będę takowym, i wiecie co? Już dawno nic mnie tak nie radowało. Głównie dlatego, że bycie ową świnią będzie się wiązało z nową pracą, która pojawiła się niespodziewanie i z impetem. Mało edukacyjne to moje życie, zamiast zmusić mnie do zebrania się w końcu i poszukania samej czegoś nowego, los zrzuca mi świetną propozycję przy minimalnej ilość stresów związanych z każdą normalną zmianą pracy, bowiem zmiana nie tyczy się firmy a jedynie działu i stanowiska. Do tego dowiedziałam się dziś, że niedługo zjadą do mnie oba Misie (OBA! I ten Północny i ten Południowy! JEDNOCZEŚNIE! Aaa!) oraz, że w za kilka dni idę posłuchać Jopek. Dobry czwartek. Szkoda tylko, że głowa mnie cały dzień bolała, dopiero późnym popołudniem przestała, a zaczęła napierdzielać tak, że aż... Ale nie marudzę. Miewałam gorsze dni...

wtorek, listopad 21, 2006

Happy!

Znacie na pewno ten dowcip o trzech facetach w knajpie i ich opowieściach o tym czym doprowadzają swoje kobiety do szaleństwa. Że jeden to przychodzi, bierze na ręce, niesie do sypialni, pomalutku rozbiera, pieści piórkiem każdy centymetr... i tym doprawdza ją do szaleństwa. Drugi inaczej, kobieta lubi ostro, więc rzuca ją na łóżko, zdziera ubranie... i tym doprawdza do szaleństwa. A trzeci? Trzeci przychodzi do domu, stara stoi przy garach, ten podchodzi, zadziera kiecę, robi co trzeba... A po wszystkim wyciera się w firankę i tym doprawdza ją do szału.
Do czego zmierzam? Ano do tego, że ja mam Admina, który śpiewa mi to.

I tak, doprawdza mnie tym do szału... Guniu, zarekwiruj nam siekierę, bo będzie nieszczęście. Chociaż jeśli Ci się nie chce to nie musisz, i tak każdy sąd mnie uniewinni...

niedziela, listopad 19, 2006

Ludzie naprawdę tak mogą?

Kolejne centrum handlowe zwiedzone. Tym razem zaszalałam i znalazłam AŻ 5 par, które były na tyle zachęcające, że przymierzyłam. Oczywiście bez rezultatu, ale Ryłko daje nadzieję i ratuje honor sklepów obuwniczych w tym kraju. Znaczy nadzieję dał mi ich katalog, a nie zaopatrzenie sklepu, ale przecież nie jeden salon formowy w tym mieście mają, nie? Nieudane zakupy postanowiliśmy dobić kinem. Padło na "Dobry rok" i był to wybór idealny. Film dołączył do mojej krótkiej listy filmów optymistycznych, które można oglądać zawsze i wszędzie, a w listopadowe dni pełne chandry i bucikowego doła zwłaszcza. Dużo słońca, humoru i Russel, który mówi. A on fajnie mówi, wprawdzie do akcentu Seana czy tonacji Alana mu troszkę brakuje, ale jest w czołówce, zdecydowanie. Do tego muzyka i obrazy, przyjemnie, bardzo przyjemnie, dobrze całość robi... Na koniec miłe zaskoczenie, gdy moje spostrzeżnie, że film jest strasznie podobny do "Pod słońcem Toskanii" okazało się mieć sporo sensu, skoro oba filmy nakręcono na podstawie książkek tego samego autora - Petera Mayle'a. Czy tam ludzie naprawdę tak żyją? Chociaż w połowie tak, jak to w filmach pokazali? Chociaż w 1/4??? Mi to starczy, ja też tak chcę. I chyba czas zacząć czytać Mayle'a - skoro ma już dwa dobre filmy na podstawie?

piątek, listopad 17, 2006

Wielka stopa, czyli kobiece JA nogi

Światem rządzą drobne i wnerwiające aksjomaty. Wiecie, te wszystkie prawa Murphy'ego, równie pewne w swej przewidywalności co grawitacja. Ostatnio dopadło mnie jedeno z nich: buty. Nie ma butów dla mnie, zwłaszcza zimowych. Gdy nie chcę kowbojek, oficerek lub nieśmiertelnych szpilek z czubem mogę zdecydować się na kalosze. Albo takie śmieszne puszaki z futrem i frędzlami z zamszowej skórki. Do tego dorobiłam się kompleksu wielkiej stopy, i nie chodzi mi o żadnego potwora, a o przekonanie, że w każdych butach, które nie mają min. 5cm obcasa i zaokrąglonego noska moja stopa wydaje się o-gro-mna. W sumie to trudno, odpuszczę sobie mój praktycyzm, kupię coś z obcasem w czym będzie mi się beznadzieje poruszało po lodzie i błocie, ale kupię. I będę miała. Ale nie, przecież nie ma nawet takich, niepraktycznych ale ŁADNYCH butów wśród tych wszystkich, które są. Dobrze, że znowu mamy wiosnę, mogę odwlec problem. Ktoś zna w Warszawie sklep z butami nietypowymi? Niemodnymi? Może do tego nawet tanimi???

A w akwarium z nowym filtrem woda jest tak czyta, że jej nie widać. Od dziś przestajemy kupować wodę w baniaczkach i zaczynamy robić herbatę na tej z Georga...

środa, listopad 15, 2006

1955

Ryby lśnią. Wypucowałam, wymieniłam, wyciełam. Czekam na Admina, który ma nadjechać z nowym filtrem. Zobaczymy... Tymczasem czytam poradnik dobrej żony z 1955r (znaleziony tutaj) i oczami wyobraźni widzę moją babcię, która na przykład jest "trochę bardziej radosna i trochę bardziej interesująca dla niego. Coś musi rozświetlić jego nudny dzień - to twój obowiązek." Albo "układa dla niego poduszki i proponuje mu, że zdejmie mu buty. Mówi cichym, kojącym i miłym głosem." Czytam, wyobrażam sobie i ryczę ze śmiechu. Babcia bowiem była kobietą niezwykłą, silną i pracującą, a jakże. Do tego pracującą w zawodzie podłym, wymagającym i pełnym sadyzmu w samych swych założeniach. Znaczy stomatologiem była. Doświadczenie zdobyła głównie pracą w więzieniu wojskowym, gdzie mogła dowoli ćwiczyć rwanie bez znieczulenia na pacjentach, którzy przynajmniej potencjalnie mieli szansę nie zemdleć w fotelu. Dobra ponoć była w tym co robiła, rwała na raz, bez niepotrzebnej szarpaniny. Do tego była silna i miała fantazję. Wybrała się kiedyś z dziadkiem na wakacje nad morze. Pojechali motorem, jakieś 300km chyba, pod namiot na plaży. I nie byłoby to takie niezwykłe gdyby nie fakt, że babcia miała wtedy złamaną nogę i gips od kostki po pachwinę. Jak widać stercząca z motoru noga nie jest w stanie być wystarczającą przeszkodą, gdy się czegoś naprawdę chce... Na starość noga odezwała się ponownie. Zdziwienie rodziny było tylko troszkę większe od babcinego, gdy oglądaliśmy zdjęcia rtg kolana, a na nich, w samym środeczku świecił bielą gwóźdź. Skąd wygięty, 12cm gwóźdź w kolanie 60-latki? Nikt nie wiedział, łącznie z główną zainteresowaną... Po operacji kolano nigdy nie było tak fajne jak wcześniej... Ech. Brakuje mi i jej i dziadka. Kochać tak bezwarunkowo umieją chyba tylko dziadkowie. No i może dzieci...

poniedziałek, listopad 13, 2006

Kawa, taksówka i zdjęcia

Pisać mi się nie chce, a i o czym nie za bardzo mam. Ostatnim wydarzeniem jakie przetrwałam, a które było nieco bardziej zajmujące od spania, tyrania i krążenia pomiędzy łóżkiem a pracą, była wycieczka po nocnej paradze taxówką, którą prowadził całkiem miły pan taksówkarz, mający jednak dość słabą wolę przez co był bardzo podatny na sugestie dwóch prawie niepijanych kobiet. Jeździłyśmy zygzakiem, troszkę krajoznawczo i zapewne w sporej części wycieczki bezsensownie, ale zawsze jakieś tam doświadczenie. Przypomniał mi się też nieodszukany nigdy bar Relax przy krakowskim dworcu i upór tamtejszych taksówkarzy, którzy za nic sobie mieli prośby, groźby i pomysły na przekupstwo jakie byłyśmy w stanie z siebie wykrzesać My, czyli mła, Meg i Pat. Doprawione odrobiną alkoholu. O dro bi ną... jak zawsze. Ale o czym to ja chciałam? No tak, o czymś nieco innym: o kawie i reklamach. Bo są dobre pomysły na reklamy, i są też Dobre Pomysły na Reklamy. O kawie i Kawie nie będę wspominać. A taka Lavazza nie dość, że robi całkiem pijalną Kawę to jakie ma Reklamy! IMO bije pomysłowścią nawet sławnego Pirellego i jego kalendarze. A kalendarze Lavazzy wyglądają następująco: na rok 2007 "The Most Incredible Espresso Experience", 2006 "First Class Espresso Experience", 2005 "Espress Yourself", 2004 "Mission to Espresso", 2003 "Espresso & Glamour". Kalendarze włosi robią od 1993 i jakby komuś udało się dogrzebać do starszych zdjęć, to ja z chęcią...

czwartek, listopad 09, 2006

Klusek (jeden z ośmu)


Niestety nie moje. Ani psisko, ani zdjęcie, ale i tak wielbię.

poniedziałek, listopad 06, 2006

Jestem złą kobietą...

Szanowna Pani!
Sam fakt napisania do Pani tego listu i myśl, ze tak wspaniała Kobieta odczyta mój list jest dla mnie wielkim zaszczytem i przyjemnością. Wahałem się ponieważ nie wiem jak Pani zareaguje , ale z drugiej strony może Pani życzeniem, aby nie napisać marzenim, jest chęć poznania faceta dla realizacji swoich kaprysów i bardzo głęboko ukrytych marzeń. Muszę spróbować je z Pani wydobyć aby móc je spełnić. Może będzie mi trochę łatwiej jak napiszę, iż jestem na co dzień facetem bardzo pewnym siebie i dlatego gotowym zrobić dla Pani, spełnić czy zaspokoić Panią w ten sposób jak Pani jeszcze nigdy tego nie robiła. Ale musi mi Pani opisać albo powiedzieć co ?Mam nadzieję, ze jest Pani Kobietą o silnej osobowości i niebywałej kobiecości bo tylko takie Kobiety potrafią żądać od facetów na przykład maksymalnego posłuszeństwa. Zresztą ta kwestia może być podstawą do ciekawej rozmowy na ten temat. Przynajmniej dla mnie. Jestem prawnikiem prowadzącym własna firmę. Poza tym jestem kulturalny i szarmancki dla kobiet . Teraz trochę o mnie. Mam 34 lata jestem szczupły, niewysoki (176) i mam nadzieje dosyć przystojnym facetem. W każdym razie nie narzekam na bark możliwości poznawania kobiet. To tylko tak aby Pani wiedziała, ze nie musi się Pani mnie wstydzić jak spotkamy się gdzieś w miejscu publicznym. Jestem trochę zarozumiały ale mam nadzieję ze z przyjemnością "złamie" Pani takiego faceta jak ja i zaradza spełnienia Jej marzeń i fantazji. Moim marzeniem jest adorowanie i rozpieszczanie swojej Pani. Mogę być Pani kierowca. Szofer w garniturze a Pani z tyłu jak Królowa. Poza tym mam spełniać wszystkie Pani kaprysy seksualne ( ale tylko Pani określa ich zakres oraz decyduje czy jest to dopuszczalne). Ja oczywiście tez mam jakieś fantazję czasem bardzo szalone realizowane na przykład w miejscach publicznych w Pani obecności, z Panią !!!!. Innymi słowy wspaniały teatr o którym tylko Pani wie. Wszystkie jednak muszą Pani sprawiać przyjemność.

Pani jestem z Warszawy Jestem człowiekiem czynu a nie szczeniakiem, który takiej Kobiecie jak Pani ma zabierać Jej cenny czas. Chcę prosić o przywilej zaproszenia Pani - choć na 10 minut na kawę. Powie Pani nie - nigdy się więcej nie spotkamy. Jestem bardzo dyskretny i tego też oczekuje. Nikt nie będzie wiedział i nie może wiedzieć ze realizujemy swoje wielkie fantazje. Maksimum dyskrecji. Nie interesuje mnie czy Pani jest z kimś związana. Ja też jestem ale mam nadzieję ze nie ma to większego znaczenia dla Pani. Więc jak Pani ?
Jestem zainteresowana opcją kierowcy. Zwłaszcza gdy mam do pracy na 6.30... To dopiero była by dominacja i egzekwowanie maximum posłuszeństwa, co? Kogoś gdzieś podwieźć?
I widzę, że namiary na mnie znowu musiały trafić na jakąś stronę o treściach adekwatnych, dawno nie składano mi propozycji wylizania moich bucików czy służenia mi za podnóżek. Dosłownie i w przenośni...

niedziela, listopad 05, 2006

W pozaduszkowej kropce

Śnieg, deszcz, cholera wie czy to już zima czy jeszcze jesień. W sklepach puste półki po zniczach i sztucznych chryzantemach zapchano już bombkami i mikołajami. A ja coraz częściej martwię się wigilią. Rok temu było fajnie, ale nieco desperacko z tym całym kuroswaniem po mieście i okolicach. Szkoda, że jestem z typowej frakcji miłośników bożego narodzenia, a nie wielkanocy. W wielkanoc bez większych wyrzutów sumienia udało nam się olać wszystkie rodzinne śniadania i wybyliśmy w kraj. W boże narodzenie już chyba nie umiałabym się na coś takiego zdecydować, a wybrać pomiędzy trzema rodzinami... Żeby jeszcze mieszkali na tyle daleko, by niemożliwe było odwiedzenie wszystkich, ale nie, mieszkają na tyle blisko, że jest to możliwe, i akurat na tyle daleko by było to męczące i czasochłonne... Może żeby było sprawiedliwie prezenty poślę im kurierem, życzenia smsem a sama poimprezuję z rybami? Przy różanym krzaczku oczywiście, pojawił się bowiem pierwszy pączuszek i tak, w sklepie nie kłamali, będą czerowne.

czwartek, listopad 02, 2006

piosenka optymistyczna


Ja wiem, że on ma obcisłe ubranko koloru fioletowego, które się błyszczy. Wiem, że odsłania ono mu brzuszek i klatę (hmm... klatunię). Wiem, że giba on biodrami, wiem, że zacina falsetem... Ale co ja poradzę? Poprawia mi humor na równi z wylizywanymi markizami i świadomością, że nic mnie nie boli - po raz pierwszy od trzech dni. Jest się z czego cieszyć, nie? Piosenka optymistyczna :-)

Rączka w górę!

Niech zgłoszą się osoby, które lubią wiatr i ten biały syf lecący z nieba - na raz, te które dobrze się czują gdy ciśnienie zaczyna mieć wartości ujemne, gdy jest szaro, ponuro i słońca nie widać kilka dni z rzędu. Niech ujawnią się Ci, którzy lubią się ślizgać, marznąć i ubierać warstwowo. No! Gdzie jesteście? Ha, wiedziałam... Skoro można zakwestionować ewolucję to proponuję iść do miłościwie nam panujących i domagać się zmiany klimatu... Uroczo teraz jest w Egipcie...

środa, listopad 01, 2006

PiS vs. Persil

Jak wiadomo polityki nie znoszę. Wychodzę z założenia, że dyskusja na jej temat nie ma sensu, zbyt często wygląda jak konfrontacja religijnych fanatyków. Przekonania i argumenty nie podlegają żadnej dyskusji, ani tym bardziej krytyce, niedajboże jeśli ta krytyka jest słuszna. Wtedy zaczyna się zabawa, wyzwiska i rękoczyny, znamy to, nie? W każdym razie idą wybory, polityka jest bardziej nachalna niż na codzień, reklamuje się. Jedno mnie ciekawi, co też skłoniło PiS do zdecydowania się na formułę reklamy proszku? Wiecie, ekran na pół, zwykły proszek przegrywa z PiSem. Że oczyszczą? Że zachowają koloryt? Że będzie świeżo aż do wieczora...? O co im chodzi? Niech już pójdą sobie do domu, pranie zrobią...