poniedziałek, lipiec 31, 2006

qrrrrr

Zły weekend za nami. Zły dla mnie, gorszy dla innych. Uważam, że to nie fair i w ogóle, że akurat tutaj los mógłby przestać się wygłupiać i dać sobie spokój z testami osobowości. Starczy już tej gry, tak?!?

Poza tym chciałam zaprezentować kolejny odcinek dziwnych wejść z google:
co ile zmienia się majtki
Ok, jestem na pierwszy miejscu. Ale żeby zona była na 4?!?! Moje obrzydliwe twory tego bloga to najwyraźniej destrukcyjny wpływ towarzystwa w jakim się obracam. To WASZA wina i tak, możecie być z siebie dumni!
Odbija mi, tak, to z niewyspania. Czas na szpinak. Dobranoc.

sobota, lipiec 29, 2006

Jaką jesteś bohaterką?

Brzmi intrygująco, nieprawdaż? Skusiło mnie, przyznaję. Rozwiązałam dziś test, który miał mi odpowiedzieć na to właśnie pytanie. Odpowiedź zbiła mnie nieco z tropu:
Jesteś jak Agnieszka z "Klanu".
Who the fuck is Agnieszka z "Kalnu"???? Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie???

klap klap

Oczywiście, że lato ma swoje prawa. Bez nich byłoby tylko cieplejszą porą roku, a tak to przynajmniej jest oficjalnie okazja by się polenić, prawda? W każdym razie, leniąc się czy też nie leniąc, nie każde z tych praw mnie cieszy. Ostatnio głośno było o modzie wśród miłościwie nam panujących, a winny wszystkiemu był artykuł w jakimś Wproście czy Gazecie, nie pamiętam, chodziło zasadniczo o to, że będąc osobą sprawującą urząd, należy się stosownie do pozycji ubierać (bez skojarzeń świntuchy!). I zgadzam się całkowicie, że gołe nogi u posłanki na mównicy to za dużo, ale na jasne garnitury mogliby zezwolić... Anyway, nie widuję na żywo polityków zbyt często, natomiast często bywam na ulicach. Na domiar złego pracuję w budynku bardzo biurowym. I mam ochotę wyć na widok klapeczek. Kąpielowych klapeczek, na cienkiej gąbczastej podeszwie, z japonkowym paseczkiem pomiędzy palcami, zrobionym z tandetnego plastiku (wszystko najelpiej w odcianiach wściekłego różu lub seledynu). Klapeczki zwykle są zadeptane, stopa w połowie leży na ziemi i jest koloru brudnego. Łee! Ja rozumiem pod prysznic na Mazurach w czymś takim... ale do pracy? Do ludzi? W mieście??? Wiem, że jest ciepło, zauważyłam, ale przecież but składający się z podeszwy i minimalnej ilości trzymadełek nie musi być zaraz plastikiem z kolorowej gazety? Może być i ładny i elegancki (tutaj ukłon do czerownych japonek M., które bym jej ukradła gdyby nie miała za małej stopy ;-P).
Nie tyle obrzydzeniem co oburzeniem napawa mnie natomiast fakt nagości męskiej. Czemuż, aż czemuż koszulek w centrum miasta nie noszą tylko albo zapijaczone dziady albo nieletnie chłopaczki o klatach chudych jak u kurczaka i mascie całkowitej ciała nie przekraczającej 60kg (przy wzroście 180)? No czemu??? Czemu nie plączą się obnażeni panowie z Klatą i Ramieniem? Czemu akurat oni wolą koszulki a nie promienowanie UV????
Nie ma sprawiedliwości. Zupełnie.

poniedziałek, lipiec 24, 2006

wyguglane

Poniżej co ciekawsze hasła, po których ktoś tutaj zajrzał, czyli czego to ludzie w sieci nie szukają:

"chciałbym być kobietą" - i stałbyś cały dzień przed lustrem, i...?
"jak zrobić suchy beton" - ke?
"podobają się tylko lekko umięśnieni" - mi też....
"list pochwalny dla rodziców księdza" - słucham??
"do czego służą poziomice" - aaaa!
"robienie fundamentów pod wodą" - jakiś poradnik budowlany napisałam przypadkiem, czy co?
"odpady z cukierni" - okruszki? Je przecież przerabiają na te ciastka śmieciowe...?
"jak sie upić 1 piwem" - minimalnie i trudno?
"łupież różowy georga" - ???????
"admin kisiel" - nie wiem co ten ktoś miał na myśli, ale mój tok rozumowania... ;-P
"nie jestem juz dzieckiem ale tez nie dorosłą.." - google pomogą?
"kobiety w przebraniu faceta" - hm?
"z pociągu w kajdankach" - gdzie ja to napisałam! NO GDZIE?
"wypchałam prezerwatywę" - opiłkami...
"wylizywanie stóp" - hhhh!
"patrycja prostytutka" - ktoś się zakochał, ale był tak pijany, że pamięć już nie teges...?
"głupia śmierć - wylizywanie" - samobójstwo?
"mężczyźni z szerokimi biodrami" - ???
"cos do walenia" - eeee.... młoteczek? ;-)
"seks z trupami" - !!!!!!!!!!
"dzieci w sexie" - dzieci są Z sexu!
"ile zarabia hydraulik" - ? A skąd mam wiedzieć??

niedziela, lipiec 23, 2006

Jaszczurka na słońcu

Jestem stworzeniem zmiennocieplnym i uwielbiam upały. Nie mam im za złe, że ciężko się oddycha, że ubranie miejscami się przykleja, że czasem nie idzie nic zrobić, czy że jakoś tak ma się ochotę omdleć w autobusie. Co tam. Wolę to niż zastanawianie się czemu nie czuję paluszków u stóp mimo grubych skarpet i puchatych butów, czy także potrzeby omdlenia z gorąca ale wynikającego z posiadania na sobie kilkunastu warstw i przebywania w ogrzewanym autobusie. Uwielbiam moment gdy wychodzę z zimnej, klimatyzowanej pracy i zapadam się w rozgrzany chodnik, gdzie wiatr mnie grzeje, a nie orzeźwia... mmm! Szkoda tylko, że moja skóra, naturalnie posiadająca zdrowy odcień sera pleśniowego (wiecie, ten biały z niebieskimi żyłkami), opala się, opala, opala... i opala... i ciągle nie ma efektów, aż nagle efekt się pojawia, i od razu można go określić którymś numerkiem poparzenia, a potem znika z wierzchnią warstwą skóry, i lekko oblazła i różowa mogę zacząć od nowa...

PS. Mam GO!!!!! (nie spał z nami, ale chyba tylko dlatego, że wróciliśmy do domu po 3, dość zmordowani, i spać szybko, i zapomniałam, że on może też by chciał, więc biedak spędził pierwszą noc w nowym domu leżąc obok straszego brata na stoliczku...)

piątek, lipiec 21, 2006

kwakwa

Miłościwie nam panujący są jacy są, ale jeden z ich pomysłów ma moje błogosławieństwo. Chodzi mi o ich zakusy na wolność osobistą palaczy. Ciepło mi się robi na sercu gdy pomyślę o możliwości posiedzenia zimą w knajpie bez konieczności prania szalika, swetra i kurtki zaraz po powrocie do domu. Mmm... Ideałem dla mnie byłaby ustawa karząca sam fakt posiadania i sprzedaży papierosów, w równiej mierze jak w przypadku narkotyków, ale na taki pomysł ustawodawcy chyba nie mam co liczyć. Oczywiście o ile ktoś ich szybciutko nie przekona, że każdy palacz to gej, a kim jest każdy gej wszyscy wiemy... Anyway, guzik mnie obchodzi zdanie palących - ich nałóg jest ich wyborem, nie muszą katować nim innych. I za nic nie mogę zrozumieć ogólnego przyzwolenia na taką upierdliwość, jaką jest smród dymu, tylko dlatego, że palą miliony. Ilość niczego nie tłumaczy. Gdybym nałgowo chodziła wszędzie z gnijącą rybą w koszyku dość szybko zostałabym spacyfikowana... Gdzie jest różnica?

środa, lipiec 19, 2006

Schiza, dieta, wszystko w normie

Bo to ponoć jest jakoś tak:
przyjmując zimny pokarm potrzeba energii, by go ogrzać, zatem jest on, w ogólnym rozrachunku, mniej kaloryczny niż jedzenie ciepłe. Zakładając, że ilość energii potrzebnej na ogrzanie lodów i piwa jest większa niż kaloryczność własna tych potraw, można umrzeć z niedożywienia jedząc tylko je??? Prawda??? Powiedzcie, że tak!!!!

Poza tym czuję się bezdomna, albo domna podwójnie. Dwa tygodnie na wsi zmusiły mnie do poczucia ponownie jak bardzo mieszkanie Admina jest jego, a nie moje i jak bardzo mój pokój na wsi już nie jest mój. Wybebeszony z wszystkiego co mi bliskie, pusty i bezpłciowy. Tutaj, u Admina, nie mam żadnego własnego kąta, tam JUŻ nie mam - nigdzie nie jestem u siebie, wszędzie po troszku... Efekt jest nijaki. Do żadnego z domów nie tęsknię, w żadnym nie jestem w pełni u siebie. Oczywiście ta szklanka może być w połowie pełna - mam dwa domy, w każdym jest mi troszkę swojsko, i tu i tam mam miejsce dla siebie, ale... Nie umiem domu nosić ze sobą, muszę go sobie zorganizować. A tego też nie potrafię, za dużo widziałam, za dobrze mnie wychowano, i namowy "Kochanie, ale..." do mnie nie trafiają. A chciałabym.

poniedziałek, lipiec 17, 2006

Dalej nie spiliśmy tequili, zostało też sporo piwa

To były koszmarnie wyczerpujące dwa tygodnie mieszkania na wsi. Udało mi się w tym czasie ususzyć jedną roślinę w ogrodzie mamy (JEDNĄ! Tylko jedną!!!), ugotować 23 ryby (George...), pracować po 14 godzin na dobę, spać po 4 i nie zagłodzić żadnego z wiejskich zwierzaków (to akurat jest w sporej części zasługą Ptaka, która dzielnie przychodziła i doglądała inwentarza, gdy ja akurat siedziałam nastą godzinę w pracy i starałam się sobie wmówić, że nie jestem wkurwiona, lecz spokojna, cierpliwa i urocza - nie muszę chyba dodawać jak bardzo udawało mi się w te brednie uwierzyć).
W ostatni weekend odwiedzili nas E. & P. oraz Wielki Człowiek w Strasznych Butach, który przyjechał na ryczącym motorze. Straszne Buty (glany w rozmiarze 46) były takie jedynie w oczach Oskara1, który ujadał na Wielkiego Człowieka z zaciętością na jaką stać jedynie psy o masie całkowitej nie przekraczającej 2kg, a który uspokajał się momentalnie i ukochiwał Wielkiego Człowieka jak tylko ten zdejmował Straszne Buty. Poza tym Wielki Człowiek zyskał ksywkę Zwierzaczek - Cudaczek2 i prawdopodobnie mnie za to znienawidzi/-ił. Może rzuci wtedy Admina, bo chwilowo mam wrażenie, że mój związek to trzy, nie dwie jednostki, i to ja jestem tą najmniej kochaną, dopieszczaną i cenioną. Ja rozumiem, że szczupłe, 25 letnie ciało z estetycznym wykończeniem twarzowym3 może być kuszące, ale żeby zaraz Admin miał mu pozwalać zwracać się do siebie zdrobniałą forma imienia, kończącą się na -uś to już przesada. Mi nie wolno!
W niedzielę pojechaliśmy z E. & P. do Łodzi (w końcu z mojej wsi prawie połowę drogi mamy i tak za sobą) gdzie poznałam M. oraz jej latorość - Borysa, który jest rewelacyjny. Zarówno jako jaszczurka, kameleon, pterozaur - typowy pięcioletni fan frytek...


1. Zasadniczo to na świecie jest zdecydowanie więcej rzeczy większych od niego, niż mniejszych, więc nie wierzę, że chodziło tylko o to, że mógłby się w jednym z tych bucików ułożyć do snu i nie czuć nic z klaustrofobii...
2. Ksywka ma swoją genezę o tutaj... ;-)
3. Dziewczyny! Do wzięcia!!! Ratucje mój związek!

poniedziałek, lipiec 10, 2006

Bo to chodzi o nastawienie

Staram się pamiętać o dwóch dniach. Jednym z listopada 2004, kiedy to dowiedziałam się, że jestem kochana, ale... Doskonale pamiętam, tak bardzo, te twarde oczy, spokojny głos i uczucie niezrozumiałego usuwania się gruntu spod stóp. Najbardziej ściskające było jednak uczucie pustki następnego dnia, gdy obudziłam się nieprzytomna od bólu głowy, z oczami opuchniętymi, (do czego udało mi się nawet przyzwyczaić po pewnym czasie) i nieumiejętnością poradzenia sobie z porankiem. Za oknem spadł bowiem pierwszy śnieg, czyściutki i gładki, odruchowo chwyciłam komórkę, z smsem w myślach, że biało, że pięknie, że dzień dobry!... Jakiś szpon chwycił od środka i zaczął szarpać. Że jak to? Nie wyślę? Nie mogę... Już nie mam komu przecież.
Drugi ważny dzień to wrzesień kolejnego roku. Wpierw wieczór przed koncertem, przyszedł odprowadzić kogoś, widzieliśmy się na chwilę, może dwie minuty, po raz pierwszy od bardzo dawna, i znowu panika, zmącone myśli, szpon już nie szarpniący, już tylko łaskoczący, ale serce szalało. Myślami gdzie indziej, z emocjami zupełnie na wierzchu, zepsułam kilku osobom wtedy wieczór. Nocą nie zmrużyłam oka, świtem cicho się ubrałam, rzuciłam kartkę na stół i pojechałam do domu. Zgarnęłam psa i poszłam na wybory. Byłam w dziesiątce pierwszych głosujących w komisji, chociaż moja mama i tak dotarła tam przede mną. Wczesnym popołudniem żaliłam się na gg z koncertowych przeżyć FML'owi gdy odebrałam wiadomośc od nieznajomego. Chwilę zajęło mi skojarzenie dawno temu wykasowanego numeru, i dostrzeżenie podpisu... A treść - nigdy wcześniej i nigdy później nie czułam fizycznie bicia swojego serca, wtedy miałam wrażenie, że wyrwie mi się spod żeber i zatańczy na stole oberka. Pojechałam, jak miałam nie pojechać? Odmówić? Nie spotkać się? Za kogo Wy mnie macie, za kogoś z zasadami, o nieruszonym kręgosłupie mora...hhh.. co? No właśnie. Pojechałam zatem. Bezmyślnie. Po uspokojeniu tętna po pierwszym zrywie - umarłam. Nie czułam nic. Żadnej radości, niepewności... Tylko bezmyślny spokój. Wprawdzie myśli "po co chce mnie widzieć? Może chce...?" przemknęły mi przez głowę, ale zabiłam je cynicznymi ucinkami, że cuda to nie w tej bajce, że to byłoby zbyt piękne, że głupia jestem, że skończy się inaczej niż mi się śniło. Posadził mnie, i mówił. Oczy miał już inne, niepewne, głos także. Mówił długo, powoli i niepewnie, plącząc wątki. Ja ze strachu nie odzywałam się ani słowem. Milczenie przerwało dopiero coś w guście kocham cię.
Zawsze będę pamiętać ten pusty poranek zimą, i uścisk w jaki wpadłam kolejnej jesieni. Nikt, nigdy wcześniej, ani potem, tak mnie nie tulił. Gdy potrzebuję kopa, czy chodzi o pocieszenie samej siebie, czy też zmotywowanie - przypominam sobie. I działa.
Uff. Musiałam, sorry.

niedziela, lipiec 09, 2006

Rycerz Nocy

Raport z placu boju:
  • Dostałam kwiatka. Pię-kne-go!
  • Jesteśmy z Adminem mistrzami karkówki z grilla (cukinia też była całkiem-całkiem).
  • Doskonale kąpiemy psa (przestał cuchnąć brudną psiną, zaczął smierdzieć mokrą).
  • Admin genialnie podlewa trawnik (zapunktuje u mamy).
  • Majtki są głupie (hmm...).
  • Zdechła jedna ryba. Gdy się przenosimy, i gdy wyjeżdża ktoś mi bliski zawsze zmienia się obsada akwarium i rządu (gdy Admin wyjechał na narty Lepper z Romanem dostali kilka teczek). Uprzedzę gdy zaplanujemy jakiś urlop...

A na koniec kwiat rycerstwa gadowego:

Rycerz Nocy, lat 28, Gdańsk (przynajmniej tak twierdzi gg).

Rycerz Nocy 17:36:35
hej(:)

Rycerz Nocy 17:41:50
co porabiasz w ten cieply i koszmarny dzien bo ja nie wytrzymuje normalnie

Rycerz Nocy 17:42:26
Jest wiatr, co nozdrza mężczyzny rozchyla;
Jest taki wiatr.
Jest mróz, co szczęki mężczyzny zmarmurza;
Jest taki mróz.
Nie jesteś dla mnie tymianek ni róża,
Ani też "czuła pod miesiącem chwila" -
Lecz ciemny wiatr,
Lecz biały mróz.
Jest deszcz, co wargi kobiety odmienia;
Jest taki deszcz.

Jest blask, co uda kobiety odsłania;
Jest taki blask.
Nie szukasz we mnie silnego ramienia,
Ani ci w myśli "klejnot zaufania",
Lecz słony deszcz,
Lecz złoty blask.

Jest skwar, co ciała kochanków spopiela;
Jest taki skwar.
Jest śmierć, co oczy kochanków rozszerza;
Jest taka śmierć.
Oto na rośnych polanach Wesela
Z kości słoniowej unosi się wieża
Czysta jak skwar,
Gładka jak śmierć.

Stanisław Grochowiak

MotylaNoga 17:43:35
nie wytrzymujesz i poezją szastasz... ja pracuję.

Rycerz Nocy 17:44:07
dlatego schronilem sie przed promieniami w domku

Rycerz Nocy 17:44:27
w domku pracujesz

Rycerz Nocy 17:45:56
moze w czyms pomoc

MotylaNoga 17:46:21
a umiesz zrobic tak by była 21?

Rycerz Nocy 17:46:40
ale co 21?

MotylaNoga 17:47:02
godzina 21

Rycerz Nocy 17:47:15
w kompie?

MotylaNoga 17:47:37
na zegarze

Rycerz Nocy 17:47:50
sciennym

Rycerz Nocy 17:48:03
czy jakim

MotylaNoga 17:49:39
słonecznym

Rycerz Nocy 17:50:44
nie bardzo rozumiem nigdy takiego nie mialem ale jakbym to zobaczyl to z pewnoscia zrobilbym tobie to

MotylaNoga 17:52:32
o super...

czwartek, lipiec 06, 2006

wifi w kaloszach

Ciemno. Cicho. Kilka metrów ode mnie szumi na trawie polewaczka. Na nogach mam gustowne kalosze (ciemny granat, klasyczny fason), laptop na drewnianym stoliczku. Klawiaturę oświetla duża świeca. Jakieś robale biegają po ekranie, jako te ćmy co to do płomienia... Internet unosi się w powietrzu. Koty śmigają. Pies grasuje. Cudownie. Nawet komary nie tną.

/szkoda tylko, że jutro znowu wyjdę stąd o 6 a wrócę o 22.../

poniedziałek, lipiec 03, 2006

Wytyczne

Jadę na wieś na dwa tygodnie - 14 dni, nie więcej. Mieszkałam tam od zawsze (czyli kilkanaście lat, czas to dla niektórych pojęcie bardzo względne), wyprowadziłam się raptem 8 miesięcy temu (ile?? OSIEM?? O rany... o rany... raptem???). W świetle powyższego chciałam zapytać: czy naprawdę instruktaż "jak przeżyć w domu rodzinnym" musi trwać 45 minut komórkowych i traktować też o tym gdzie są ręczniki i cukier? Bo długie tłumaczenie jak w domowym telefonie wyszukać zapisany numer do weterynarza mogę zrozumieć (moja mama nie mogła zrozumieć natomiast, że nie musi mi tego tłumaczyć, bo nawet jak zapomnę w jakiej kolejności wcisnąć dwa guziki na słuchawce, to przecież będę miała Admina, który jako facet na pewno podoła, a poza tym to domowy telefon do weterynarz znam na pamięć jeszcze z wczesnego dzieciństwa, a w swojej komórce mam numer do jej syna, i to do niego wolałabym... ale co ja będę.) Posłuchałam zatem o tych trzech numerach, o podlewaniu trawnika i kwiatków (mamo, nie mów mi łacinskiej nazwy kwiatka który chcesz aby podlała, powiedz gdzie stoi i jaki ma kolor?!). Na koniec dowiedziałam się, że zostawia nam resztkę zupy sprzed kilku dni, może jeszcze nie skwaśniała.
Niech oni już jadą do tej Tunezji... I niech nie dzwonią...

niedziela, lipiec 02, 2006

Sinusoida rules

Głębokość dołka określa wysokość górki? Chyba jakoś tak to działa, bo wczoraj było tak, że aż. Admin z uśmiechem spełniający moje marzenia i rozbawiający jak nikt - niby zwykła sobota, ale jednak bardzo niezwykła, i ważne to dla mnie wszystko jest strasznie, nie chcemy przecież powtórki z rozrywki? Coby do końca oszaleć ze szczęścia mam dwa dni wolne, a we wtorek wyprowadzamy się na wieś. Na całe dwa tygodnie. Będzie daleko, ale za to z ogrodem. I kominkiem. I kociakami i psem. Lasem obok, drugim lasem z drugiego boku...
Jadę do domu znaczy się. :-)

sobota, lipiec 01, 2006

Nie musicie rozmawiać, starczy że się rozbierze.

Prasa kobieca zachwyca mnie nieustająco. Taki np: Glamour dorwałam ostatnio w pracy. 183 strony, wydanie A5, dużo zdjęć... i ani jednego tekstu, który by mnie zatrzymał na dłużej niż 2sek. Wszystkie 183 strony poprzekładałam z prawej na lewą i tyle. Nagle mi się gazeta skończyła. Inaczej było z Olivią, którą Admin ostatnio przytaszczył. On poczytał sobie tekst o zdrowej żywności (dochodząc przy okazji do wniosku, że będziemy sobie sami chleb piec), ja znalazłam coś cudownego, schowanego tuż obok błyskotliwych horoskopów, tekst o tytule "Jego ciało mówi". Kilka cytatów:

"POŚLADKI: Co piąta kobieta chętnie rzuca okiem na męską pupę - informują badania Durexa. Najbardziej podobają nam się małe, jędrne pośladki. Mężczyźni o takiej właśnie pupie reprezentują typ "surfingowca" - lubią luźne związki, ale potrafią też być romantyczni i mają duże poczucie humoru. Panowie o pupach płaskich, z wystającymi biodrami mają słabo rozwiniętą wyobraźnie, i wolą kiedy ich kobieta siedzi w domu, gotuje i wychowuje dzieci. Nie przepadają też za spontanicznością. Mężczyźni z szerokimi i krągłymi pośladkami są sympatyczni, wierni i lubią się śmiać."


Hhhh! Ale to nie koniec, były też omówione inne części ciała, min:

"NOGI: Panowie o wąskich stopach mają predyspozycje do skoków w bok - ostrzega w swojej książce "Let's Read Our Feet" Jane Sheehan, brytyjska specjalistka od stóp. I wyjaśnia dalej: "Kiedy palce są lekko zgięte - ich właściciel lubi niezobowiązujące flirty. Kandydat z szerokimi opuszkami palców i sosunkowo szeroką stopą jest natomiast uczuciowy i wierny."


A tekst o brzuszku?

"BRZUCH: Mężczyzna z płaskim i twardym brzuchem jak deska surfingowa, jest niewątpliwie pociągający, ma jednak swoje wady. Po pierwsze, jest absolutnym i stuprocentowym kobieciarzem. Experci uważają, że żaden facet nie trenowałby tak ciężko tylko po to, by zachwycała się nim wyłącznie jedna kobieta! (...)"
Całośc opatrzona jakimś wymoczkim w ręczniku, obowiązkowo ze strzałkami do odpowiednich części cała, na wypadek gdyby któraś z czytelniczek nie miała dwuletniego dziecka i nie przerabiała ostatnio zabawy "Pokaż mamie gdzie masz brzuszek".

Rewelacyjna gazeta, dorzucili też jakiś film. A tak liczyłam na jakieś japonki lub chociaż elegancki zestaw sztućcy...