Dawno nie histeryzowałam, co?
Znowu mi źle, znowu leżę w zagłębieniu sinusoidy i nie umiem nawet się pocieszać nadzieją, że przecież zaraz powinno już być tylko lepiej. Znowu doszłam do wniosku, że durna baba ze mnie. Naiwna i zupełnie nie potrafiąca uczyć się na własnych błędach. Pozostawiona sama sobie ze swoimi problemami zastanawiam się czy można gdzieś okazyjnie kupić brodę do plucia. Albo mur do walenia czołem. Na allegro nie znalazłam w każdym razie. Zbita i nieustająco bliska płaczu posłuchałam rady Meg i chociaż przez kilka godzin liczyłam tylko na siebie. Poszłam do kina. Sama. Lubię tak czasem, w środy o 15 sale zwykle są puste, nikt nie kicha i nie odbiera komórki, wielki ekran ma się dla siebie. Nawet nie o dobry film chodzi, raczej o oderwanie się od rzeczywistości. Dziś trafiło mi się dzieło o jakimś Tristanie i Izoldzie... Ponoć jakaś ekranizacja? Hm? Nie przypominam sobie bym czytała coś podobnego, ale warto było pójść chociażby dla zasłyszanej rozmowy w toalecie, pomiędzy dwiema ciągle nieletnimi, ale bardzo starającymi się to zamaskować makijażem i głębokością dekoltu niewiastami: "Najbardzej to mi żal tego Marka, dobry facet był a ci tak go wyrolowali. Żona i najlepszy kumpel go w wała zrobili, a on taki dobry był do końca...". Chociaż może to tylko zbieżność imion bohaterów, a tak naprawdę byłyśmy na innych seansach, nie wiem. W każdym razie kontynuowałam liczenie na siebie i dopieściłam się lodami, cukierkami jabłkowymi z sokiem i maseczką. Odebrałam też na poczcie kolejne majtki i kolczyki (szkoda, że do pracy w nich nie pójdę, są tak niesamowicie nieregulaminowe, że aż. I mówię o kolczykach, nie o majtkach!). Na koniec dobry obiad, do którego musiałam się jednak dość długo przekonywać. Rozwelekające się zdenerwowanie połączone z upałem powodują nagły spadek łaknienia, doprowadzający do tak męczącego uczucia głodu, że na samą myśl o jedzeniu robi się niedobrze. Niestety nie chudnę. I wszystko byłoby naprawdę super gdybym w między czasie się nie wyłamała z dobrego nurtu liczenia i nie wykonała jedego telefonu. Głupi pomysł to był, bo przecież z góry wiedziałam co usłyszę, a tak to tylko idiotycznie się dobiłam.
Ciekawe kiedy znowu się zapadnę...


