wtorek, marzec 28, 2006

Relacja z miseczką dietetycznych płatków i jogurtu 0% w tle

Pól roku minęło. Zrobiło bzzzzzium! i już go nie ma. Dobre pół roku, bo z Adminem, przeprowadzką, cholerną zimą (tfu! tfu!) i powoli powracającym spokojem, od którego zdążyłam odwyknąć. W związku z tym i kilkoma innymi faktami dopadło mnie przemyślenie. Przyznaję, niespodziewanie, ale skoro już jest... Otóż uświadomiłam sobie, że dla Admina rzucałam dwukrotnie. Za każdym razem wyjątkowych facetów. Wpier J. Nieogarnięty umysł o kolosalnej wiedzy, z osobowością, poczuciem humoru... Umysł jest najseksowniszy, tak? To upchnijcie go w całkiem niezły kawał ciałka i jest J. Dziwny to był związek, marne zakończenie, niestety. Czułam się wieczne śrubowana i trzymana na najwyższych obrotach, ale jednocześnie na dystans, a nie było to o co mi chodziło jak się okazuje, chociaż wiem to wszystko teraz, nie wtedy. Jestem tylko blondynką, czasem trzeba pogłaskać...
No proszę jak zgrabnie przechodzimy tym samym do drugiego pana, którym był W. I znowu podobnie... Umysł funkcjonujący nieco poza rzeczywistością, przedziwne poczucie humoru, ogromna wiedza i fantastyczne namiętności. Do tego czuły, troskliwy i milusi. Słodziutki, misiaczek, koteczek... Zdecydowanie nie dla mnie. Prosiłam, groziłam i męczyłam, ale i tak byłam tylko słodką i uroczą kobietką, czującą się jak zabawka dla dużego chłopca, który po trudach codziennego dnia z chęcią odpocznie przy czymś nieracjonalnym, nieprzewidywalnym, ale jednocześnie urokliwym. Brrr, zęby mnie bolą...
Poza tym obaj panowie mieli jedną, dość poważną i nienaprawialną wadę: nie byli Adminem (co zapewne w ich mniemaniu, jest sporą zaletą). A Admin? Hmm... Idealizuję, chociaż palców u wszystkich kończyn nie starczyłoby mi na wymienienie jego wad. Do tego mam świadomość, że tylko on zna mnie naprawdę, tylko przy nim jestem sobą. Dla innych jestem Kasią, Nogą, panią Katarzyną czy czymkolwiek innym, a przy nim czuję się normalnie. I o to mi chodzi. Prawda?

Jeśli zaś chodzi o płatki i jogurt to polecam, są pyszne i nie mają żadnych paskudnych rodzynek. Na koniec pochwalę się zarośniętym Georgem. :)



piątek, marzec 24, 2006

Mały peanik.

Taki pochwalny. Dla komórek. Dzięki temu małemu brzęczykowi, można na ten przykład diametralnie zmienić plany na wieczór (po raz kolejny zresztą, ale przecież nie o to chodzi). Można spowolnić gorączkowe przygotowania obiadu (a przecież to ja jestem tą, która nie lubi gotować. Hm.), zawieścić na czas nieokreślony wypad do sklepu po wino i odpuścić sobie wczesną kąpiel - wersja platinum z dodatkową opcją "robię się na bóstwo". No i oczekiwanie też można sobie darować. Wszystko to na rzecz starego sweterka, maseczki na ryju i Chajzera śpiewającego po czesku. I nie, nie żal mi prawie. Chajzer był fajny przecież.

czwartek, marzec 23, 2006

Jellonki

Znowu dopadł mnie jakiś oszołom na gadzie. Wklejam jak leci, numer gada prawdziwy, co ja się będę w cenzurę bawić...

5491959 11:38:01
Cze. Mam sprawę.
5491959 11:38:07
Tzn. to nie jest aż tak istotne... ale dla mnie ważne.
5491959 11:38:13
Sorry za to, że przeszkadzam, ocenisz mi parę tekstów? ... Pod koniec Ci wszystko wyjaśnię.
5491959 11:38:21
Jebne sobie tu takiego jesiona
5491959 11:38:27
wieleci byli dla mnie jak rodzice - szkoda ze mufasa to leew
Noga 11:38:28
?
5491959 11:38:32
mam budowe bipolarna czyli jestem dipolem - to duza odpowiedzialnosc
5491959 11:38:36
jestem glodny, daj kała na schwał bo korynt tyci
5491959 11:38:38
Sejm w Spirze: Czolowy triangular Pigwa: Robcie szaba, jedzcie wawa!
5491959 11:38:43
stare islandzkie prawo mowilo: zjadasz jelenie - pelzaj jak kamien
5491959 11:38:45
drrryn drrryn kto tam? To ja, twoj stary! Wlasnie zabilem matule sruba
5491959 11:38:47
gdy gordyjski spaprzesz kraniec, w pupę włóż ZAKALEC
5491959 11:38:49
I wyznac musze rzecz jadna - puk, tup tup, i jeb sie w niewydymansko
5491959 11:38:51
dobrze, że ponumerowali nam dupy, inaczej bym się pogubił
5491959 11:38:56
Fuuuuuuj, ale niedobry kalosz
5491959 11:38:58
Taki z ciebie mądrala? To gadaj kto ma szklane wyżły!
5491959 11:39:00
Nie zrozum mnie źle, nic nie mam do matek. Drażni mnie tylko ich kulturystyka.
5491959 11:39:02
Na każdą akcje następuje reaaaaaaAAAAAAAAAAAAA! BOOOM (wybucha glowa)
5491959 11:39:05
Ty patrz! Źrebica! Skondona się tutaj wzieła a potem trysła i reszta była cicha
5491959 11:39:09
Na Jezusa nie ma chuja, klepnal kalem po zadzie az sie konie sploszyly
5491959 11:39:11
maciula mi tę szramę wyklarowała jak ją poprosiłem bajkałem po ryju
5491959 11:39:13
Poproszę rozum z widokiem na chuja.
5491959 11:39:15
Jedzenie jest do papy jak mama do lasu i pankrasu!
5491959 11:39:17
Adrian Konera w czasie deszczu lubuje ie w smagłych pniach do kolaboracji
5491959 11:39:22
motta . pl tutaj są wyjaśnienia.

Fak.

I jeszcze raz: fak.
Gdy zaczynam spadać w dół to z impetem, w głąb i w ogóle. Wczorajszy dzień mnie przerósł. 12 godzin tyrania, pobudka o 5 z minutami, wszędzie wokół idioci i debile. Opowiadając o sukcesach w pracy popłakałam się Adminowi w słuchawkę, a upić zdołałam się piwem sztuk 1,5. Wieczorem padłam i nie planowałam dziś się obudzić, ale jak zwykle wszystkie moje plany biorą w łeb. Czasu mi brakuje, i jest to dość tajemnicze, bo tak jakby mam go całkiem sporo, brakuje także pieniędzy, o chęciach czy entuzjazmie nie będę nawet wspominać. Poranne słoneczko skłoniło mnie do myśli, że może dziś jest the spódniczka day, ale nie chce mi się. Obcas? Po co, miękkie i płaskie butki też są dobre, a i tak nikt nie zwróci uwagi jeśli się odstawię. Nic mi się nie chce, no może poza przemożną chęcią schowania się pod kołdrę. Na zawsze, lub troszkę dłużej. Do tego mozzarelli w lodówce nie ma, a marzyłam o tym by ją sobie poszarpać. Głowa pęka, sękacz, z którym wiązałam spore nadzieje okazał się być mdłym niewiadomoczym. Tak, będąc dzieckiem jadałam sękacz ręcznej roboty, domowy i sękaty. I żadne odpady z Janzy mnie nie przekonają, że poza nazwą ma to coś wspólnegoz prawdziwym ciastem z wlaca...
To co? Mogę pod kołderkę?

wtorek, marzec 21, 2006

Dwudziestego pielfsego

Bosz, aura taka, że nawet jakbym miała klasówkę z historii to bym na wagary nie poszła. A pamiętam, że dawniej bywało lepiej. Np: w roku, w którym uczęszczałam do kalsy drugiej szkoły podstawowej. Niejaka Hanna R. odbyła dzień wcześniej pogadankę, ze starszą o kilka lat siostrą, na temat tego czym są i czym być mogą jakieś tam WAGARY, no i wykablowała mi wszystko. Nie trzeba było nam dwa razy powtarzać. Wcześniej jakoś nawet nie zaświtała mi w głowie myśl, że można tak samowolnie oddalić się z miejsca, a tu proszę... taka supriza. Schowałyśmy się zatem w kiblu na drugim piętrze, takim rzadziej odwiedzanym i czekałyśmy na dzwonek. Myślałam, że emocje nas rozsadzą. Uciekałyśmy przed współklasowiczami (żeby nas nie wydali) i sprzątaczką, która zmierzała w naszą stronę z wiadrem i szmatą i myślałayśmy, że już po nas, gdy nagle skręciła w drzwi wcześniej - sprzątać męski. Nawet dziś czuję dreszcze.
Gdy wreszcie dzwonek zapędził całą naszą grupę na drugi koniec korytarza wymknęłyśmy się i w długą. Zamieniłyśmy się kurtkami, żeby nikt nas nie poznał (normalnie czasem przerastam sama siebie, wiem, jak widać mam to od dziecka) i skulone uciekałyśmy wzdłuż żywopłotu. Nie wiem czemu, ale byłyśmy przekonane, że ktoś na pewno nas z okien wypatruje. Gdy udało nam się opuścić okolice szkoły poszłyśmy do cukierni, by jakoś przetrwać te kilka godzin w oczekiwaniu na rodziców i powrót do domu (to był błąd - nie przemyślałyśmy opcji 'powrót do szkoły na koniec lekcji'). Ale nic, pomyślimy później... spoko. Wchodzimy wreszcie do tej cukierni, i co? I adrenalina skacze, odwrót i w nogi, może nas nie zauważyła. Mama kolegi z klasy. No fak. I co dalej? Kilka godzin do zapełnienia, cukiernia spalona, instytucja piwa w lesie nieznana... Nie pamiętam co wymyśliłyśmy. Nie pamiętam jak wróciłyśmy. Pamiętam awanturę dzień później, bo jako jedyne uciekłyśmy (na miejscu wychowacy też bym się wkurwiła jakby mi ośmiolatki spieprzyły). Nawet Sebastian - największa męda w klasie został, poszłyśmy tylko my. Dwie wzorowe uczennice, z czego jedna bardziej, bo będąca gospodarzem klasy i zmuszona tym samym świecić przykladem (no dałam przykład, rok później frekwencja była dużo wyższa).

A dziś? Zimno cholera jest...

niedziela, marzec 19, 2006

Sąsiedzi nie zauważyli nic podejrzanego. 'Spokojny, normalny facet, zawsze mówił dzień dobry' - sąsiadka Krystyna W. kręci głową z niedowierzaniem.

/Admin dostał awizo na list polecony.
- O, to pewnie wezwanie do sądu... Albo na policję!/

Hm.

czwartek, marzec 16, 2006

Zzzz.... Zzzzz... Zzzzzzz....

Snów albo nie pamiętam, albo miewam problemy z rozróżnieniem ich od rzeczywistości. A dziś dużo śniłam, nic nie zapomniałam i na szczęście nie mylę niczego z niczym (no prawie...).
Z pierwszego snu pamiętam przekonanie, że mam kogoś, ale nie wiem kogo. Nie jest to Admin, jakiś inny mężczyzna. I jest mój, ja jego, żyjemy sobie. On szczęśliwie, a ja w wiecznym lęku i niepewności, do których boję się przyznać i nie umiem ich określić. Czułam, że coś mi bardzo nie pasuje, coś jest nie tak, tłamsiłam w sobie wszystkie te wątpliwości, żołądek zawiązany w kokardkę, lęk, rozdrażnienie... Zdenerwowanie ze snu szybko udzieliło mi się w rzeczywistości. Rozbudziłam się troszkę, brzuch mnie bolał z nerwów. Poczułam Admina obok siebie. Dalej nie wiedziałam co się dzieje, coś było nie tak, ale... Nagle Admin odwrócił się, objął mnie i przytulił mocno. Obudziłam się na dobre i błyskawicznie usnęłam całkowicie uspokojona. Wszytko jest jak być powinno, głupi sen.
Usnęłam tylko po to by w pewnym momencie ocknąć się. Sama w łóżku, za oknem ciemno. Patrzę na zegarek: 19.10. Eeee? 19.10???? Wstałam, Admin czytał w pokoju obok.
- Zaspałam?
- Troszkę...
- Ale jest 19, czemu mnie nie budziłeś? Hm?
- Ale dziś wtorek przecież.
Jak to wtorek? Przespałam 4 dni?!? Nie, nic nie przespałam. Przecież w weekend pojechałam gdzieś z Adminem, byłam w pracy. A to, że nic nie pamiętałam? Zdarza się - spokojnie uznał Admin. Coś tam kojarzyłam z tych kilku dni, ale wydawało mi się to tylko snem. Jakiś wielki dom, ucieczka po wielopoziomowych piwnicach, fotografowanie zimowych jabłek przymarzniętych do drzew...

Gdy obudziłam się naprawdę chwilę musiałam pomyśleć, przekonać się, że tym razem to jednak już nie sen, poukładać przeżycia z nocy, oddzielić to co prawdziwe od fikcji. Poszło mi średnio, bo ze zdziwieniem nie znalazłam kamieni w kieszeni szlafroka, które przecież zebrałam pod blokiem do akwarium.

wtorek, marzec 14, 2006

Czas kolędy.

Czekam. I nie bardzo mam pomysł na to co zrobić, gdy się już doczekam. Sądziłam, że jakoś to mineło, że może kiedyś tam był, ale nas nie było i tyle, że przecież mamy marzec, a normalnie to chodzą wcześniej. Ale nie, 14 marca, od 19-tej głosi karteczka na klatce. I co zrobić? Bo nie mam zamiaru nikogo wpuszczać i rozmawiać. Otowrzyć, powiedzieć 'sorry' i zatrzasnąć drzwi też jakoś niezręcznie. Może mam ściszyć radio i powiedzieć, że nikogo nie ma w domu? Dlaczego w ogóle jestem stawiana w takiej sytuacji? Skoro niedzielny kościół to kwestia indywidualnego wyboru? Może jednak go wpuszczę i zaproponuję, by robili w parafii listę chętnych. Ludzie chcący gościć u siebie księdza wpisywaliby się na nią przy okazji niedzielnej wizyty w kościele, ci którzy wolą samotnie borykać się z Boskością nie byliby do nieczego zmuszani, a i ksiądz miałby prostsze zadanie i nie marnowałby czasu u parafian przymusowych.
Cholibka, chciałabym umieć być tak bezczelną w rzeczywistości...

sobota, marzec 11, 2006

Nr 1

Ani wybryki miłościwe nam panujących, ani ptasia grypa, mundial czy news, że Britney znowu jest w ciąży nie są aż tak popularne w społeczeństwie* jak temat 'wiosny'. Piszę w ciapkach, bo coś cholernie kiepska ta 'wiosna' z całym tym mrozem, śniegiem i lodem.
Anyway, kiedy ona się wreszcie pojawi w formie akceptowalnej? Znaczy jakieś 15 stopni więcej poproszę, słoneczko takie radosne ma błyskać i ciepły wietrzyk ma być. I ptaszki, mają rrwamać świergotać radośnie! Zaczynam się niecierpliwić, no! (dorzucam też świeżo uwiecznione bulwki jako substytut wiosennego ogródka)

*rozmawiało o tym trzech robotników pucujących gwiazdę na wieży Świętej Trójcy, rozumiecie, nie? ;-P /tak, wiem.... hermetyczne/

piątek, marzec 10, 2006

Maniacko

Gazetowe forum jak zwykle nie pozwala czuć się niezwykle.

Całe moje świadome życie nie przeszłam pomiędzy nogami trójkątnego słupa wysokiego napięcia (czy jakim kolwiek innym). Miałam taki jeden na ścieżce do pociągu, którym jeździłam średnio dwa razy dziennie. Ścieżkę pokonywałam nieraz i naście razy na dobę i ani razu się nie zapomniałam. Na nowym zadupiu też mam taki jeden słup, który mijam. I z rozbawieniem zauważyłam, że nie tylko ja obchodzę go wokół. Nauczyłam się za to, że ubraniom rzuconym na podłogę nie dzieje się krzywda, i nie muszę natychmiast ich podnościć i rzucać na jakiś mebel. Podejrzewam, że Admin jest mi zobowiązany. Przyznaję, w niektórych sytuacjach rzucanie się szczupakiem za upadającą bluzką nie jest najlepszym pomysłem...

czwartek, marzec 09, 2006

W sprawie tiramisu

FML napisał kiedyś:
"Nie byłbym dzisiaj w stanie tyle wypić, żeby mi się humor poprawił, bo efekt byłby wręcz odwrotny. Próbując wyprodukować odpowiednią porcję endorfin prędzej ponadrywałbym sobie ścięgna. Filmy, gry komputerowe ani książki też nie są w stanie mnie wciągnać. Zaś biorąc pod uwagę, iż post coitum animal triste pójście z kimś do łóżka lub na dziwki także jedynie pogorszyłoby sprawę.
Naprawdę czasami chciałbym być kobietą. Ot, kupiłbym sobie nowy ciuszek albo pochłonął tiramisu i od razu byłoby mi lepiej na świecie w takich chwilach."
Po kilku głębszych wczorajszego wieczora i milionie kalorii o samku tiramisu stwierdzam, iż tak, faktycznie!, fajnie jest być kobietą. Różne codzienne dołeczki możemy zasypywać czekoladkami, fryzjerką, nowymi bucikami czy (tak jak w moim przypadku) doniczką z kolejnymi bulwami za jedyne 5zł. Faceci mają trudniej, oni nie umieją pomarudzić i nie rozumieją jak można robić sobie dobrze ciastkami czy wydawaniem pieniędzy. Kupować bowiem nic nie muszą, i tak wszystko co im niezbędne mają, a to co chcieliby mieć nie jest jeszcze ich, bo jest na to za drogie (i dołek się pogłębia). Co im zatem pozostaje? Smutna wódka? No może... Pół biedy gdy mają kumpla, będącego również w dołku, depresja się zaczyna gdy takowego jednak brak.
Tak, dobrze jest być kobietą. W dołeczkach jest nam prościej. Mimo iż hasło "prościej" w kontekście "kobiecość" trąci trochę oksymoronem.
Idę podlać bulwki...

piątek, marzec 03, 2006

Deser

Kochane wojujące feministki, czy TO nie jest niesprawiedliwe? ONE naprawdę gorzej zarabiają!

środa, marzec 01, 2006

Sposób na dziewczyny

Tak opisany grzbiet książki rzucił mi się ostatnio w oczy na jednej z półek. Książka jest z okresu gdy ja już wprawdzie na muchy tapty, a na chleb bep nie mówiłam, ale dalej lubiłam kolor różowy. Admin natomiast niewątpliwie odkrywał już możliwości jakie daje bycie samcem wśród samic. Oczywiście upiera się, że książkę dostał na któreś tam urodziny, ale przecież takich książek nigdy nie kupujemy sobie sami. A książka jest zaiste fascynująca i zawiera wiele przydatnych informacji z zakresu podstawowej obsługi kobiety.
Np: rozdział "Przyczyny kosza" i kilka przykładów:
  • jest mężatką (sprawdź czy ma obrączkę lub ślady po kajdankach);
  • interesuje się wyłącznie kobietami (czemu nie, w końcu ty także);
  • interesuje się wyłącznie bogatymi gwiazdorami rocka;
  • jest mężczyzną w przebraniu;
  • miała ciężki dzień.
(...)

Albo:
  • bez przerwy gadasz;
  • przechwalasz sie swoim porsche;
  • drugi raz zadajesz to samo pytanie;
  • desperacko dążysz do romansu (kobiety nie znoszą potykać się o wywalony język mężczyzny);
  • upijasz się ze zdenerwowania;
  • gdy ona mówi, oglądasz się za innymi dziewczynami;
  • wychwalasz swoje ex;
  • masz brudne ubranie;
  • masz brudne zęby i paznokcie, tłuste włosy, cuchniesz potem, masz nieświeży oddech i łupież.
Jest jeszcze kilka innych przyczyn, które eliminują faceta w przedbiegach, pamiętam jak wieki temu omal nie odpuściłam sobie Admina bo... dziwnie spał (ok, racja - skoro miałam okazję popatrzeć jak śpi to już nie takie przedbiegi były, no ale...). Wymyśliłam sobie wtedy jeszcze kilka innych, równie racjonalnych zarzutów, o których wolę się jednak zbytnio nie rozpisywać, instynkt samozachowawczy mam bowiem nieco lepszy niż lemingi, siekiera leży na widoku, a Admin nie musi wiedzieć wszystkiego.
No ale wracając do naszych baranów i sposobów, chciałam jeszcze przytoczyć kawałek na temat radzenia sobie z PMSem. Ot tak, z okazji nadchodzącego.
  • notuj dni w kalendarzu i krytyczny tydzień spędzaj w delegacji;
  • nie mów "Co, będziesz miała okres?";
  • nie traktuj jej jak trędowatej i nie wykrzywiaj się jakby ci było niedobrze;
  • nie ignoruj jej udając, że wszystko jest jak zwykle. Ona naprawdę źle się czuje;
  • bądź przygotowany na wszystko;
  • bądź rozważny;
  • nie bierz zbyt poważnie kłótni, do jakich dojdzie w tym okresie;
  • to rzecz naturalna, nie traktuj tego jako zagrożenia i nie bierz do siebie.
Proste, nieprawdaż?