piątek, grudzień 30, 2005

Hydraulik może się schować

Pomyslowość to taka fajna rzecz... Zwłaszcza u niektórych copywriterów. Czasem jednak przesadzają.

czwartek, grudzień 29, 2005

Braki, ale nie w szafie

Po tym jak kilka godzin zabrało mi zorganizowanie siebie na tyle, że stan w jakim się znajdowałam można było określić jako "tak, ta laska już definitywnie wstała z łóżka" zabrałam się za czynność społecznie poprawną czyli sprzątanie. Odkurzyłam. Nie było łatwo biorąc pod uwagę, że odkurzacz mieszka w szafie, której lepiej nie otwierać, bo coś może cię przygnieść. Stan ten ma oczywiście też dobre strony, jak wszystko zresztą: Admin nie schowa tam nikogo, kogo nie powinnam oglądać. Ma on też kilka złych stron. Ja również nie schowam tam nikogo. No i cholernie trudno wyjmuje się rurę. Anyway, odkurzyłam. Chciałam też zdrapać kurz z mebli ale zaczęły się problemy. Brak tego, brak tematego.... Zasadniczo udało mi się umyć podłogi i zapaść wkurwionej w kanapę z kolejnymi odcinkami "Przyjaciół". Wykończyłam kisiel a Admin nietłukącą się miseczkę. No i mam za sobą pierwszą noc* spędzoną na kanapie. Teraz z czystym sumieniem mogę Złego Admina na nią wyganiać, wiem, że jest wygodna.

* Noc, szumnie powiedziane. Raptem 4 godziny, więcej przespałam w łóżku po tym jak mnie rano Admin obudził wstając do pracy...

Egipt raz jeszcze

Polecam forum.

ROTFL!

środa, grudzień 28, 2005

Tu mi ciepło, tu mi dobrze, tu się mogę...

Jestem leniwa i celebruję to. Mam urlop. Nie mogę się zmusić nawet do zrobienia śniadania. Znaczy zrobiłam je sobie w końcu ale nastąpiło to dopiero wtedy gdy burczenie w brzuchu zaczęło zagłuszać radio. Niby mogłam pokrętełkiem volume zrobić obrót, ale to wszystko jest w drugim pokoju, daleko, z zakrętami po drodze, rozumiecie.
Czytam. Jejku jej, jak fajnie jest! Mogę czytać i czytać i nie muszę patrzeć na zegarek. Oglądam "Przyjaciół" po naście odcinków na raz, zagryzam ich pieczonym nadzieniem z kasztanami i karkówką a zapijam kiślem żurawinowym. Kisiel jest perfekcyjny, taki słodko-cierpki. Lepisty. I różowy. I jest tylko mój, bo Admin jakby zielenieje na sam widok. Kupiłam akwarium, tata usiłuje mi opchnąć swój filtr, znajomy ma robić szafkę na wymiar, od tygodnia myślę nad kolorem kamieni i rybami. Maluję paznokcie, miziam rękaw szalfroka a mieć mnie można za kubek kakao. Jestem prosta, leniwa i szczęśliwa.

wtorek, grudzień 27, 2005

I już po wszystkim, nie bolało

Dzień pierwszy zaczęłam o 7 rano wycieczką do pracy. Sądząc po ilości chętnych na skorzystanie z usług zatrudniającej mnie firmy, wizja wigilijnego przedpołudnia jakie zwykłam sobie wymarzyć jest niezwykle orginalna i nikt nie myśli o tym aby spędzać je ustawiając zastawę na stole i czytając pod kocykiem. Tyrałam i tyrałam aż nadszedł czas i przyjechał Admin z buciakmi i spódniczką. Miał okazję słyszeć mój firmowy głos przez telefon i oberwałam, że z nim to tak nie rozmawiam. Zresztą opinie, że na jakimś sex-telefonie mogłabym pracować już słyszałam. Obawiam się jednak, że co jak co ale na takie zajęcie to jestem za młoda i zbyt szczupła. Za 20 lat i 20 kilogramów to może... zastanowię się. Pojechaliśmy w końcu na pierwszą wigilię. Była fajna bo bez karpia, za to z rybą w grzybach made by Wujek. Rany, pycha. Potem wycieczka na wieś do mojej mamy i wigilia numer dwa. Moja mama bardzo sobie do serca wzięła prośbę o rozpoczęcie imprezy 'nieco' później, bo pomimo tego iż byliśmy tam mocno po 19 to i tak ominęło nas tylko opłatkowanie. Przystawki już nie.
W środku nocy wtoczyliśy się do łożka i zasnęliśmy snem najedzonego.
Dzień drugi to obiad u mojego taty. Julia, moja siostra, bardzo poważnie traktuje deklaracje "Będziemy za 20 minut" w związku z czym mogłam popatrzeć na kolorowe smugi w jakie zmieniały się mijane znicze ustawione przy grobach pijanych dwudziestolatków oraz na kilka czarnych punktów, które mineliśmy mając 150km/h na liczniku. Ale dojechaliśmy prawie na czas. Tak, wiem. Albo się dojeżdża na czas albo nie, ale myśmy byli prawie... U taty jak to u taty. Pyszne jedzenie, dużo ludzi, Julia wystawiająca jasełka według własnego scenariusza, produkcji i reżyserii. Dwa psy udające owce u żłobka, gra w kart, flirt i monopol. Wino i piwo. I 5 metrów korali, które można było rozplątywać.
A wieczorem "Love actually". Kocham Admina, ale w momencie grzy rączka mu się obsunęła na pilota i wyłączył dźwięk, a była akurat scena, w której Alan Rickman mówił, to... no sami rozumiecie.
Dzień trzeci był idealny. Nie robiliśmy nic. I było to absolutnie najlepsze ukoronowanie tych świąt. Chyba najciekawszych jakie miałam kiedykolwiek.
A teraz rozkoszuję się nowym szlafroczkiem i urlopem. Polecam takie zestawienie, naprawdę. Jeśli kiedykolwiek będziecie mieć w planach dostanie puchatego, mieciutkiego szlafroczka to koniecznie zaklepcie sobie kilka dni urlopu na wtualnie się w niego....

sobota, grudzień 24, 2005

Wczoraj w nocy

Obudziło nas walenie w drzwi i krzyki. Admin wyskoczył z łóżka, zerknął przez judasza na korytarz i kazał mi się schować w szafie. Pomysł o tyle absurdalny, że w chwili obecnej trudno jest w niej upchnąć krawat, o większych rzeczach nie wspominając. Udało mi się w każdym razie jakoś w niej zmieścić. W chwili gdy Admin zamknął za mną drzwi, do mieszkania wpadł jakiś typ z bronią w ręku. Wymierzył w Admina i zaczął coś krzyczeć. Potem wystrzelił prosto w adminową pierś.
Nie wiem dokładnie o co mojej podświadomości może chodzić, ale kiedyś też tak miałam. Co noc śniły mi się pogrzeby Admina, wypadki samochodowe, w których ginął czy zwykłe moje życie ze świadomością, że on nie żyje. Wprawdzie te sny i tak są niczym w porównaniu z tymi, które śniłam wkrótce po rozstaniu i emocjami jakie one wywoływały, no ale. Mogłabym je zapominać, nie obraziłabym się.

piątek, grudzień 23, 2005

~305 pełni

W kościach mnie łupie, ramiona bolą, reumatyzm mam od urodzenia, mentalnie nie wiem gdzie jestem. Usłyszałam niedawno, że mam śliczne zmarszczki mimiczne a Admin zaczął coś mamrotać o zdradzie z jędrną nastolatką. Czas umierać, innych pomysłów nie mam.

czwartek, grudzień 22, 2005

Dręczy mnie...

...poczucie winy. Jak co święta zresztą. A wszystko przez kartki. Co roku jakieś dostaję i co roku nie wysyłam żadnej. Jakiś czas temu udało mi się nawet odpowiednio wcześnie kupić spory ich zapas ale oczywiście wypisać i wysłać już nie. Leżą gdzieś w odmętach szafek czy szufladek. Nie wiem nawet w którym domu. W tym roku sumienie dręczy mnie nawet bardziej niż normalnie ponieważ co i rusz ktoś się mnie pyta o nowy adres, wywołując moralniaka wcześniej niż zwkle. Oczywiście co roku sobie obiecuję, że za rok to wszystkim, dużo, ładne i w ogóle... Taaaa....

poniedziałek, grudzień 19, 2005

"Proszę nie siadać na rybach"*

Błądzę sobie po allegro w poszukiwaniu odpowiedniego akwarium, czytam o tym jak rybie skrzela mogą zareagować na nieodpowiednie ph wody (prawidłowa odpowiedź: rozpuścić się!!!), usiłuję zrozumieć na czym polega różnica pomiędzy filtrem takim a takim i martwię się deską. Admin obiecał, że zrobi mi stolik pod ryby. "To mi zajmie chwilę!" Tiaaa... Brzmi banalnie. Zanabyć grubą dechę i przytwierdzić ją do tych dekoracyjnych nóżek, które stoją w korytarzu. Ciekawe tylko skąd on tą chwilę weźmie, ale nic to. Obiecał. Jak już mu postawię na środku salonu szklankę na 112 litrów wody to może go to zmobilizuje. Potem umyję żwirek i kamyczki, zapuszczę filtr i będę stabilizować środowisko. Zajmie mi to jakieś 2-3 tygodnie, po upływie których każę się zawieźć do rybnego celem zdobycia mieszkańców...
Miałam kiedyś akwarium, razem z tatą, wiele lat temu. Ale w akwariach jest coś takiego, że się do nich wraca. A jak już je sobie zrobię to będę siedzieć i patrzeć. O tak...

*niektórzy wiedzą o co chodzi, inni niech przyjmą, że jest to kolejna nieprzetłumaczalna gra słów. :)

sobota, grudzień 17, 2005

W sprawie bulw

Nawet Admin przyznał, że są to bardzo ładne bulwy. Taki efekt przy takim budżecie...

bulwy

Cóż więcej dodać?

czwartek, grudzień 15, 2005

Ad.

Ha! Wiedziałam, że to nie może być robotą komputera. :)

środa, grudzień 14, 2005

e?

Kalendarz: 14 grudnia 2005
Zegarek: 5.25
Termometr: 3.9

Któraś z tych rzeczy musi być zepsuta...

poniedziałek, grudzień 12, 2005

Bez szans

Jestem fatalną aktorką, umiem tylko kłamać.

/.../
- Chciałbyś macać Meg Ryan?!
- No, czemu nie?
- Widziałeś jak ona się sypie!?
- Ale ile zarabia! Jej skóra pewnie szeleści dolarami!
- Coś czuję, że mnie kiedyś zostawisz dla bogatej aktorki...
- Ależ Kochanie, nie znam żadnej aktorki, zwłaszcza bogatej, więc szanse na to są bardzo mizerne.
- Nie taki argument chciałam usłyszeć...


Instynkt samozachowawczy coś mu się ostatnio przytępił...
Czasem mam dni takie jak dziś, kiedy to budzę się (o 5.15... rany, jak ja to robię?) z głębokim przekonaniem, że to już. Że zaraz coś się spieprzy i znowu będzie ciemno, głęboko i do dna daleko. I nie, nie mam powdów, podejrzeń czy racjonalnych przesłanek. Intuicja? Ja już więcej nie chcę, boję się.
Żołądek w kuleczkę, rączki w zielone rękawiczki i fru! w kierat, PKB pomnażać...

niedziela, grudzień 11, 2005

Kuleczki

Stopień bezdomności się pogłębia. Tam coraz mniej jest dla mnie domem, podczas gdy Tutaj bez zmian pozostaje miejscem Admina. O ile akurat nie mam zapaści i nie muszę szukać schronienia jest dobrze, umiem być gościem. No ale.
Wychowana w burżuazyjnych warunkach domku jednorodzinnego wiedziałam co to znaczy być samej. A tutaj? Co chwilę kogoś słychać, jakieś głosy, płacz dziecka, upadające i turlające się metalowe kuleczki u sąsiadów (Admin mówi, że te kuleczki to im tak upadają od lat). Tam nocą potrafiło być strasznie, tutaj czuję się jakby to faktycznie był mrówkowiec. Jest też fenomen kaltki schodowej, która jest swoistą instytucją żyjącą własnym życiem. Wspólna, czyli niczyja. Do tego wyłożone kostką chodniczki. Spacerujące po okręgu matki z dziećmi jakoś dziwnie przypominają mi zwierzaki na wybiegu. I plac zabaw, poza którym nic więcej nie ma. Za bramą z kolczatką i strażnikami też nic nie ma, więc uciekać nawet nie warto. Nie chciałabym się tu wychowywać.

sobota, grudzień 10, 2005

Być kobietą

Rany, czego te głupie baby nie wymyślą. Skoro kombinują z "mężem stanu" to niech pomyślą też nad "głupkiem"...

środa, grudzień 07, 2005

Telefonicznie

Rozmowa zaczęła się od tematu Oskarka. Temat neutralny, bezpieczny, taki w guście "a co tam słychać dobrego?". Sama nie wiem jakim cudem udało nam się w przeciągu kilku zdań zacząć rozważać wizję, w której naszprycowany końskimi sterydami Oskar, obrośnięty muskulaturą jak buldog, pozawiony szyi, ubrany w dresik, ze złotym łańcuchem i za kierownicą małego elektycznego BMW rządzi ulicą. Barytonem robi hał-hał i sprzedaje na rogu prochy dzieciom wracającym z podstawówki. Niezorientowanym wyjaśnię, że Oskar to pies mojej mamy a w obiektywie Admina prezentuje się tak. /chciałam też podziękować Boostwu za kolejną głupawkę, ofiarę złożę w terminie/
Jednak moim faworytem, jeśli chodzi o skojarzenia, jest rozmowa z koncertu Stinga o przecinaniu kabli, które leżały na ziemi. Oto piękny przykład jak od kabla można przejść do seksu analnego.
Przecinanie? - nie mamy czym - ma ktoś obcęgi? - może cążki do paznokci? - ale one są bez izolacji - to może ma ktoś kawałek gumy? - prezerwatywę? - za cienka - to może taką analną, ponoć są grubsze?
I w tym momencie pogrążyliśmy się w dywagacjach na temat seksu analnego i prezerwatyw. Nigdy nie wiesz co Cię czeka za kolejnym zdaniem... hhhh...

wtorek, grudzień 06, 2005

Mój pierwszy raz

Ryba.
Sztuk dwie.
Kupiłam, porozmawiałam z nimi chwilę, zbadałam sposób zwierania się ich szczęk, obejrzałam dokładnie plamki na płetwach, wypchałam różnymi rzeczami, zawinęłam, wsadziłam i utknęłam w martwym punkcie. Bo na ile? Aż się zarumieni! - brzmiała jedna z rad, całkiem niezła ale przez folię słabo widać kolor. Ostatecznie piekłam na oko. Wyszło jadalne. Normalnie był to mój pierwszy raz z rybą. Dumna jestem z siebie.
Potem tłumaczyłam Adminowi co stoi w kuchni... Otóz, wizja małej roślinki obsypanej drobnymi, puchatymi kwiatuszkami koloru białego dopadła mnie gdy w mijanej kwiaciarni zauważyłam małe roślinki z białymi, puchatymi kwiatuszkami. Niestety kartą można było płacić od 15zł, zatem zadowoliłam się droższym koszyczkiem z czterema hiacyntami (chwilowo pod postacią cebulki z listkami). Admin nie rozumie jak mogłam zamienić tanie i ładne kwiatki na drogie bulwy. Ignorant. Niech no one zakwitną i zapachną. Może zrozumie...

poniedziałek, grudzień 05, 2005

Rodziny się nie wybiera, co?

Na samą myśl o świętach robi mi się słabo. Wpierw przekonaliśmy moją mamę, że najlepszą godziną na siadanie do wigilijnego stołu jest 17-18. Nastęnie mamę Admina, że Wigilię pragnie rozpocząć już w granicach 15-16, i że jest to świetna pora. Potem uzgodniliśmy, że u jego rodziny balujemy do 18 a na koniec pędem jedziemy na wieś i kończymy wieczór w moim ex-domu. Plan nieco męczący, ale co zrobić. Jakoś to będzie.
Znaczy może i jakoś by to było gdybym nie odkryła (w sumie lepiej teraz niż 24-go...), że w Wigilię pracuję do 15. Oczywiście w idealnie przeciwległym końcu miasta niż mieszka adminowa familia. Ale nic to... On po mnie przyjedzie, 15:30 jemy śledzie. Oczywiście mój tata (i Murphy) nie śpi i zadzwonił wczoraj z zaproszeniem na Wigilię. No sorry, ale do Serocka to My już nie wyrobimy, adminowóz to nie sanie św. Mikołaja. Udało mi się tatę ugłaskać obietnicą wspólnego obiadu 25-go. Czyli nici z leniwego pierwszego dnia świąt. Ale to nic, jest jeszcze jeden dzień, odpoczniemy? Oczywiście, że tak! Będzie mnóstwo okazji podczas kolejnego dnia na wsi. Rrrwamać. Teraz już tylko czekam na telefon od rodziny Kuby, która mieszka jakieś 150km od Warszawy i zaproszenia na cokolwiek...

Do tej pory nigdy nie miałam wyrzutów do moich rodziców, że się rozwiedli, naprawdę. Cieszmy się, że rodzina Admina jest jedna...

niedziela, grudzień 04, 2005

Dzień dobry Nogo...

... jest nowy dzień! Jesteś wyspana, masz całą niedzielę wolną, żyć nie umierać!
Aż tu nagle dzieje się coś. I co? I teraz to już z górki. Na kark na szyję... niech mnie ktoś dobije.

Nie radzę sobie. Tak ogólnie, ze wszystkim. Ryczę przez głupoty, mimo iż jeszcze chwilę wcześniej było wspaniale, słodki cód, miód i orzeszki. Płaczę wszędzie gdzie nikt mnie nie usłyszy, nie daję się pocieszyć, dotkąć. Nie wiem co mi jest i nie potrafię tego wyjaśnić, wychodzę zatem na introwertyczną maniaczkę. Oczywiście pogoda, tak, to ona musi być wszystkiemu winna. Jasssne... Ja chcę być gdzie indziej, chcę być kimś innym. Chcę inaczej.